Przygotowanie
Jak wspomniałem wcześniej, przygotowanie do ceremonialnego rytuału jest stosunkowo łatwe i nie wymaga specjalnych procedur ani wyrzeczeń. Przez dwa tygodnie przed samą ceremonią przestrzegałem specjalnej diety, opartej głównie na warzywach, będącej wegetariańską. Wyeliminowano także nabiał oraz niektóre produkty, takie jak pomidory, cebula, czosnek, a także ograniczono sól i ostre przyprawy. Dieta ta nie sprawiała wielu trudności, ponieważ można było przygotować wiele dań opartych na fasoli. Podczas jej trwania można było również jeść jajka, ale alkohol oraz używki były zdecydowanie wykluczone.
Ostatnie dwa tygodnie minęły bardzo szybko. Ostatni dzień był trochę nerwowy z powodu zbliżającego się doświadczenia czegoś zupełnie nowego - podróży do innych światów. Ostatni posiłek razem z córką spożyliśmy około godziny 13:00; sama ceremonia była zaplanowana na godzinę ok 20. W tym czasie mogliśmy pić jedynie wodę do rozpoczęcia rytuału.
Sala prezentowała się imponująco - znajdowało się tam dużo miejsca, co umożliwiło każdej osobie spokojne odpoczęcie przed rozpoczęciem rytuału. Sala miała kolisty kształt przypominający dużą kopułę.
W naszej uroczystości miało wziąć udział siedmiu uczestników oraz trzech lub czterech prowadzących rytuał. Aby przygotować miejsce na ceremonię, musieliśmy zapewnić sobie śpiwór i materac.
Zapoznaliśmy się z pozostałymi uczestnikami procesu. Mieliśmy czas na relaks i regenerację sił po podróży, ponieważ każdy z nas przyjechał z innej części kraju.
Te chwile były wartościowe dla rozmów o przemyśleniach oraz dzielenia się nawzajem swoimi doświadczeniami. Wiele rozmów okazało się bardzo wspierających, szczególnie że większość uczestników nie posiadała wcześniejszych doświadczeń z ayahuascą. Czuliśmy się trochę jak w przedszkolu.
Dzieliliśmy się opiniami dotyczącymi tego, co słyszeliśmy oraz czego można było spodziewać się po ceremonii. Osoby posiadające już wcześniejsze doświadczenia były jednak mniej skore do ich dzielenia się ze współuczestnikami, stwierdzając jedynie, że każda osoba przeżyje swoją własną podróż.
I mieli rację!
Przygotowanie >>>
Przygotowanie >>>
Przygotowanie - Rape - Start - Drugi - Trzeci
(nextPage)
![]() |
| Rape |
Ceremonia rozpoczęła się punktualnie o godzinie 20:30, pod przewodnictwem szamana, wspieranego przez trzech pomocników. Ich obecność miała na celu wsparcie pracy szamana oraz zapewnienie uczestnikom jak najbardziej satysfakcjonujących doświadczeń z ceremonii.
Szaman szczegółowo przedstawił planowane działania na ten dzień oraz omówił zasady bezpieczeństwa i instrukcje dotyczące komunikacji. Dodatkowo podkreślił gotowość do pomocy uczestnikom - wystarczyło jedynie unieść rękę. W międzyczasie wyjaśnił proces i udzielił dodatkowych informacji tam, gdzie było to konieczne.
Był czas na zadawanie pytań w celu wyjaśnienia wszelkich niejasności. Otrzymaliśmy wyczerpujące odpowiedzi oraz zwrócono uwagę na istotne informacje, które miały znaczenie dla kolejnych etapów ceremonii. W przypadku trudności, głębszych przeżyć lub potrzeby powrotu do rzeczywistości, podkreślono wagę intencji. Zaznaczono również ważność pamiętania o swojej początkowej intencji oraz skupienie się na oddechu i ciele. Powrót do oddechu był kluczowy w przypadku jakichkolwiek trudności zarówno psychicznych, jak i fizycznych.
Szaman wraz ze swoimi asystentami ubrani byli w przepiękne stroje zdobione piórami i kamieniami, co stworzyło niezwykłą atmosferę. Rozpoczęliśmy od rytuału aplikacji, czyli spożycia mieszanki tytoniu z popiołem ze świętych drzew. To było bardzo intensywne doświadczenie.
To była ceremonia Rapé. Rapé to "święta tabaka", używana przez szamanów z regionu Amazonii. Znana jest też pod nazwą Hapé. Już dawne kultury Majów i Inków wykorzystywały tabakę do rytuałów. W jakim celu? Wierzono, że w ten sposób uda im się połączyć z Wielkim Duchem i zaczerpnąć od niego energii, zwanej Yushibu (moc kreatywności i tworzenia).
Przygotowanie - Rape - Start - Drugi - Trzeci
(nextPage)
Co to jest rapé i jak je stosować?
Rapé to mieszanka różnych ziół, wysuszonych liści i popiołów. Podstawą jest tytoń, jednak jest to tzw. tytoń Azteków, o nawet dwudziestokrotnie silniejszym działaniu od zachodniego. Ma on energię męską, uziemiającą, wprowadzającą klarowność widzenia/czucia. Ważnym składnikiem w tradycji Indian jest też kora z drzewa Pau Pereira. Każdorazowo używamy sproszkowanej mieszanki rapé o wielkości ziarenka grochu. Dzielimy ją na pół, gdyż zażywamy ją do obydwóch dziurek nosa. Samą dawkę możemy dostosować indywidualnie i czynność najwyżej powtórzyć.
Co jeszcze potrzebujemy?
Cienką bambusową rurkę lub wydrążoną kość, tak zwane tepi. Służą one do wdmuchiwania mieszanki do naszych nozdrzy. Przyda nam się też ktoś, kto wykona dla nas ten rytuał. Ważne jest, aby ta osoba miała jak najczystszą energię. Tradycyjnie zaczyna się od lewej dziurki od nosa, symbolizującej śmierć. Następnie prawa strona, symbolizująca odrodzenie. Pamiętajmy o prawidłowej pozycji ciała – siedzimy wyprostowani i z zamkniętymi oczami. Zalecany jest powolny oddech przez usta w trakcie rytuału.
Co jeszcze potrzebujemy?
Cienką bambusową rurkę lub wydrążoną kość, tak zwane tepi. Służą one do wdmuchiwania mieszanki do naszych nozdrzy. Przyda nam się też ktoś, kto wykona dla nas ten rytuał. Ważne jest, aby ta osoba miała jak najczystszą energię. Tradycyjnie zaczyna się od lewej dziurki od nosa, symbolizującej śmierć. Następnie prawa strona, symbolizująca odrodzenie. Pamiętajmy o prawidłowej pozycji ciała – siedzimy wyprostowani i z zamkniętymi oczami. Zalecany jest powolny oddech przez usta w trakcie rytuału.
Z korzyści zdrowotnych możemy spodziewać się świetnie oczyszczonych zatok. Podczas rytuału warto mieć przy sobie chusteczki do nosa, wodę i wiadro lub dostęp do toalety. Niektórzy mogą wymiotować. Ponadto rytuał ten harmonizuje czakry, w zależności od doboru mieszanki i intencji, może skupić się na konkretnej czakrze. Pomaga usunąć negatywne byty z nas i wyzbyć się negatywnych emocji i myśli.
Co ciekawe, odwapnia też szyszynkę i pomaga w otwarciu trzeciego oka. Nasza energia przepływa z mocą, blokady energetyczne są uwolnione. To rytuał silnie oczyszczający, zarówno fizycznie, psychicznie, jak i energetycznie. Ciało staje się odprężone. Nasze serce otwiera się na miłość, tak by ta energia mogła nas oczyszczać i uzdrawiać.
Co ciekawe, odwapnia też szyszynkę i pomaga w otwarciu trzeciego oka. Nasza energia przepływa z mocą, blokady energetyczne są uwolnione. To rytuał silnie oczyszczający, zarówno fizycznie, psychicznie, jak i energetycznie. Ciało staje się odprężone. Nasze serce otwiera się na miłość, tak by ta energia mogła nas oczyszczać i uzdrawiać.
Poprawi nam się również koncentracja, a złączeni z Wielkim Duchem, sięgniemy do głęboko zakorzenionych w sobie pokładów kreatywności i mądrości.
Tak mówią o właściwościach rytuału rapé. Jeśli ktoś czuje, niech spróbuje tego doświadczenia w zaufanym miejscu. Wiecej o tym temacie tutaj >>>
Przygotowanie - Rape - Start - Drugi - Trzeci
(nextPage)
Moje przeżycia były niezwykle intensywne.
Postanowiłem skorzystać z zaproszenia na ceremonię Rapé prowadzoną przez szamana, który wydmuchał niewielką ilość proszku do mojego nozdrza. Początkowo odczuwałem dyskomfort - pył w nosie i gardle wymusił konieczność wydmuchania oraz wyplucia osadu z ust. Usiadłem na materacu i poczułem rozpad swojego ciała na tysiące małych kawałków, przypominających igły, towarzyszyło mi uczucie chłodu i zapadania się. Stopniowo jednak te odczucia przerodziły się w silne poczucie integracji; czułem swoje ciało, siedząc wygodnie i zdając sobie sprawę ze swej obecności w sali. W trakcie ceremonii mieliśmy możliwość poproszenia o dodatkowe dawki rapé, ale więcej o tym później.
Postanowiłem skorzystać z zaproszenia na ceremonię Rapé prowadzoną przez szamana, który wydmuchał niewielką ilość proszku do mojego nozdrza. Początkowo odczuwałem dyskomfort - pył w nosie i gardle wymusił konieczność wydmuchania oraz wyplucia osadu z ust. Usiadłem na materacu i poczułem rozpad swojego ciała na tysiące małych kawałków, przypominających igły, towarzyszyło mi uczucie chłodu i zapadania się. Stopniowo jednak te odczucia przerodziły się w silne poczucie integracji; czułem swoje ciało, siedząc wygodnie i zdając sobie sprawę ze swej obecności w sali. W trakcie ceremonii mieliśmy możliwość poproszenia o dodatkowe dawki rapé, ale więcej o tym później.
Wydarzenie odbywało się w ciszy bez zbędnych komentarzy. Niektórzy uczestnicy mocno reagowali na procedurę - kichali, smarkali lub wymiotowali - ale cały czas obecne były osoby wspierające nas i pomagające nam przejść przez trudne momenty.
Kolejnym eliksirem, który był nam oferowany, była saranga. Sananga ma swoje korzenie w plemionach indiańskich, które używały tej substancji do polepszenia wzroku podczas polowań. Oprócz poprawy percepcji kolorów i faktur w gęstej dżungli, sananga miała także zwiększać instynkt myśliwego podczas poszukiwań. Obecnie wiele osób używa jej do pogłębienia introspekcji podczas medytacji i innych technik rozwoju świadomości. Sananga to rodzaj naturalnych kropli do oczu, pozyskiwanych z soku rośliny przypominającej krzew z rodzaju Tabernaemontana. Krople te pozyskuje się poprzez ekstrakcję soku z korzeni krzewu.
Moje doświadczenia były niezwykle intensywne. Odczułem działanie sanangi w sposób wyjątkowy - moje oczy piekły, a łzy spływały po policzkach. To było przeżycie nieprzyjemne. Trwało to od 5 do 10 minut, po czym wszystko ucichło, a uczucie jasności i bez skazy w oczach powróciło.
Po wprowadzeniu rozpoczęła się właściwa ceremonia. Sala pogrążyła się w ciszy, a każdy uczestnik skupił się na tym, co działo się dookoła niego. Zostaliśmy zaproszeni do udziału w uroczystości odbywającej się w mroku. Szaman napełniał małe naczynie Ayahuascą (Aya) z większego dzbanka i modlił się nad nią, błogosławiąc ją przed podaniem jej uczestnikom. Po otrzymaniu swojego kieliszka każdy wyrażał swoją intencję w ciszy – to z czym chciał pracować. Następnie zostaliśmy poproszeni o utrzymanie świadomości TU przez około 30-40 minut, nie opuszczając miejsca ani nie kładąc się. W tym czasie panowała cisza umożliwiająca maksymalne skupienie uwagi na naszych wewnętrznych przeżyciach.
W moim przypadku te trzydziestominutowe chwile były czasem relaksu, przygotowań oraz refleksji. Pozwoliły mi one przypomnieć i rozwijać moją intencję oraz skoncentrować się na sobie samym. W tym czasie nic szczególnego mnie nie spotkało; jednakże zauważyłem reakcje innych uczestników już na tej etapie procesu – ich twarze lub ruchy ciała dawały po sobie poznać pierwsze objawy działania Aya. Dla innych natomiast proces ten rozpoczynał się szybciej niż dla mnie.
Po upłynięciu 30-40 minut, szaman rozpoczął 'rytuał dźwięku'. Na początku były to pieśni indiańskie (icaros), śpiewane bez użycia instrumentów muzycznych. Później dowiedziałem się, że te pieśni zostały specjalnie dobrane pod kątem energetycznym i nie były przypadkowe. Ich celem było stworzenie ochrony, przywołanie duchów, aktywizacja energii oraz oczyszczenie przestrzeni i doprowadzenie nas do jak najlepszych doświadczeń zgodnych z naszymi naturalnymi potrzebami.
Rytuały szamańskie stopniowo wprowadzały mnie w stan skorelowany z uruchamianiem różnych "przycisków" w moim umyśle. Początkowe doświadczenia harmonizowały ciało i umysł. Podczas pierwszej nocy ceremonii mój umysł wszedł w stan intensywnego działania. Widziałem różnorodne opcje geometrycznych figur oraz świat układający się z ludzików Lego i puzzli tworzących nie tylko ten ale także inne światy - to było niesamowite doświadczenie otaczającego mnie dźwięku, przepięknej barwy oraz charakterystyczne oddzielenie umysłu od mojej osobowości - jakby podróżującego własnymi ścieżkami.
Przygotowanie - Rape - Start - Drugi - Trzeci
(nextPage)
Pierwsza noc była jak lot na magicznym dywanie umysłu.
Byłem zafascynowany możliwością percepcji różnorodnych halucynacji i iluzji, cieszyłem się, że dźwięki, które słyszałem, tworzyły fantastyczne kształty i wzory. Z drugiej strony odczuwałem lekkie zawiedzenie oraz rozczarowanie sobą samym. Rozmyślałem nad tym, dlaczego mój umysł nie jest w stanie codziennie dostrzegać tak pięknej rzeczywistości. To było niewiarygodne widzieć, jak dźwięki przepływają przez moje ciało oraz doświadczać synchronizacji z muzyką i poczucia bycia częścią ogromnej, niewidzialnej całości. Przez moje ciało przebiegały przyjemne energizujące drgania.
Byłem zafascynowany możliwością percepcji różnorodnych halucynacji i iluzji, cieszyłem się, że dźwięki, które słyszałem, tworzyły fantastyczne kształty i wzory. Z drugiej strony odczuwałem lekkie zawiedzenie oraz rozczarowanie sobą samym. Rozmyślałem nad tym, dlaczego mój umysł nie jest w stanie codziennie dostrzegać tak pięknej rzeczywistości. To było niewiarygodne widzieć, jak dźwięki przepływają przez moje ciało oraz doświadczać synchronizacji z muzyką i poczucia bycia częścią ogromnej, niewidzialnej całości. Przez moje ciało przebiegały przyjemne energizujące drgania.
Mój umysł eksperymentował z najbardziej surrealistycznymi wizjami, które jednocześnie były zarówno przerażające jak i przyjemne. Obserwowanie jego wysiłków mających na celu mnie zaskoczyć oraz wystraszyć stanowiło fascynujące doświadczenie. W pewnym momencie jednak powiedziałem mu szczerze – jego sztuczki stają się już nudne.
Pamiętam chwilę kiedy mój umysł ukazał mi się jako nieokiełznany szalony ekspres wjeżdżający na stację. W pewnym momencie pojąłem jak go powstrzymać przed osiągnięciem granicy szaleństwa – wsiadłem do niego skorzystałem z hamulca bezpieczeństwa i stopniowo zwolniłem tempo jazdy ekspresu. Sytuacja się uspokoiła.
Próbowałem również sprowadzić go na skraj przepaści, dezintegracji, niemniej jednak powracał. Uświadomiłem sobie, że umysł to twór, który pewnego dnia został przez nas "włączony", ożył i uwierzyliśmy, że żyje!
Ja istnieję!
Przypomniała mi się scena z filmu Frankenstein - gdy ożywiony twór przez swojego twórce wykszukną - Ja Żyję!!!
Ja istnieję!
Przypomniała mi się scena z filmu Frankenstein - gdy ożywiony twór przez swojego twórce wykszukną - Ja Żyję!!!
Jednakże to my jesteśmy tymi, którzy faktycznie żyją.
Ci co posiadają umysł - a nie umysł posiada nas!
Obserwując pozostałych uczestników ceremonii, zauważyłem, że każdy był zaangażowany w swój proces i indywidualne przeżycia. Okazjonalnie komunikowaliśmy się poprzez wymianę spojrzeń, gestów głowy oraz uśmiechów, wyrażając wzajemny szacunek i wsparcie dla drugiej osoby. Byłem nieco rozczarowany faktem, że moim celem nie były halucynacje lub piękne surrealistyczne obrazy. Chciałem poznać siebie samego oraz zrozumieć swoją naturę i cel życiowy. Później jednakże uświadomiłem sobie, że tak właśnie działa ta praktyka - pierwsza noc służyła oczyszczeniu umysłu ze zbędnych myśli czy koncepcji twórczych. Dodatkowo uzmysłowiło mi to fakt wpływu tego czym karmię mój umysł na to co stwarzam a w konsekwencji doświadczam.
Umysł kształtuje się z posiadanych już materiałów, zdobytej wiedzy oraz doświadczeń, jednak nie przeskakuje samego siebie. Mimo całej jego wspaniałości i możliwości, ma on swoje ograniczenia. Jak można pokonać tę niewidzialną granicę poza umysłem?
Przygotowanie - Rape - Start - Drugi - Trzeci
(nextPage)
Nadszedł czas na kolejną dawkę "rapé". To było wyjątkowo intensywne doświadczenie. Kiedy siedziałem na poduszce, szaman podeszł do mnie i zaoferował mi "rapé". Doświadczenie to przepełniło moje ciało silnymi wrażeniami. Odczuwałem rozpad swojego ciała na tysiące kawałków, a moja głowa pochylała się ku przodowi, dając mi uczucie spadania. Leciałem w nieznane przestrzenie. Jednak to odczucie nie było przyjemne. Z trudem wyprostowałem głowę i uniosłem ją ku górze. Znalazłem się we wnętrzu swojej głowy, jakbym obserwował sam siebie od środka. Coraz bardziej zanurzałem się w sobie samym. W pewnym momencie spostrzegłem jakąś konstrukcję - formę kopuły powoli uświadamiając sobie, że jest ona uformowana jak szyszka oglądana od środka.
Jednak pierwszy dzień nie zapisał się w mojej pamięci zbyt dobrze, być może dlatego, że był to dzień pierwszy i działo się wiele. Pamiętam, jak w pewnym momencie uświadomiłem sobie, że leżałem na materacu, a moje dłonie przesuwały się po moim ciele. Poczułem w sobie głos, który zaczął śpiewać - głos, który przeniósł mnie w inną sferę. Zaczęłem powoli nucić melodię, która stopniowo przerodziła się w pełen śpiew. Był to indiański śpiew, który niemal sprawił, że poczułem się jak Szaman Indianin, dotykając dłońmi ciała i lecząc je poprzez dźwięki.
Śpiewałem dla swojego ciała, zdając sobie sprawę, że to ja tworzę te dźwięki, ale jednocześnie czułem, jakbym obserwował cały ten rytuał z pewnej odległości. Cały czas towarzyszyło mi dobre, ciepłe uczucie, a wewnętrzna siła płynęła przez moje dłonie. To było, jakbym powracał do swoich korzeni, do przodków, odczuwając jedność z nimi. Wokół mnie unosiła się magia dźwięków, muzyka, wiele osób dołączało do tego szamańskiego śpiewu. Szaman, pracujący z pomocnikami, siadał na środku sali, grając na gitarze indiańskie pieśni, a my wszyscy łączyliśmy się w wspólnej celebracji.
Starałem się być aktywny, razem ze wszystkimi śpiewać i nucić melodie, utrzymując jednocześnie pozycję siedzącą. Rzadko potrzebowałem położyć się, a kiedy to robiłem, poczułem, że medycyna działa na mnie jeszcze głębiej, prowadząc mnie w różne podróże. Wewnętrzne uczucia energetyczne przepełniały moje ciało, towarzysząc mi w tej mistycznej ceremonii. Cały obrzęd trwał aż do około 3:00 nad ranem, kiedy to zakończył się ten niezwykły taniec dźwięków i emocji.
Sen nie przyszedł szybko. Wszystkie doświadczenia, które miały miejsce podczas celebracji, wciąż tańczyły przed moimi oczami. Rozpoczynały się i kończyły, dając mi możliwość ich ponownego przeżycia, refleksji i chwili zastanowienia. Choć moje ciało pragnęło snu, sen nie nadchodził zbyt łatwo.
Obudziłem się około 9:00 rano, zaskakująco wypoczęty i pełen energii. Następnie zjedliśmy śniadanie, podczas którego każdy miał szansę podzielić się swoimi doświadczeniami. Jednak większość z nas była wciąż wyciszona, ponieważ każdy z nas przebył swoją własną podróż, prowadzącą przez różne zakamarki duszy. Śniadanie było lekkie i wegetariańskie.
Po śniadaniu mieliśmy trochę czasu dla siebie, a około godziny 13:00 rozpoczęła się integracja. To nieodzowna część całego procesu. W tym momencie spotykaliśmy się wszyscy razem, dzieląc się naszymi doświadczeniami, zarówno tymi łatwymi, jak i trudnymi. To nie było jedynie opowiadanie o tym, co przeżyliśmy, ale także moment, w którym Szaman i osoby prowadzące wprowadzały różne techniki i terapie. Celem było uwolnienie emocji, dotarcie do korzeni naszych przeżyć, analiza i pomoc w rzeczywistej integracji tych doświadczeń. Niektóre z nich były trudne, a patrzenie na pewne traumy było kosztowne i wymagało dużo odwagi.
Ten proces był dość długi, ale dzięki niemu nasze przeżycia stawały się bardziej świadome. Mogliśmy je lepiej zrozumieć i zastosować w naszym życiu, jako część nas samych.
(nextPage)
Dzień drugi
Tuż przed ceremonią, około dwie godziny wcześniej, poczułem niesamowity przepływ energii. Moje ciało wydawało się być jak wulkan pełen tej energii. Nie mogłem usiedzieć w miejscu; czułem, że moje ciało jest jakby w stanie płonąć, ale w najbardziej pozytywny sposób. To było fascynujące uczucie, mieć tyle energii po całej nocy ceremonii. Cieszyłem się na myśl o tym, co niesie kolejna ceremonia.
Ceremonia rozpoczęła się około 20:00, zgodnie z planem. Przed samą ceremonią, kiedy wszyscy wokół wyciszali się, przyszła do mnie taka myśl, że Aya leczy ciało, uwalnia od traumy, aby dusza mogła być wolna. To było uwolnienie mnie od strachu i ciężaru, które narzuciłem sobie przez lata. To było moment, w którym moja dusza mogła wzbić się i być naprawdę wolna.
Ta ceremonia była zdecydowanie inna niż ta, która miała miejsce dzień wcześniej. Mój umysł był bardziej rozluźniony, nie tworzył już tyle obrazów jak poprzednio, skupiłem się na percepcji chwili. To właśnie na tym mi zależało, aby być obecnym tu i teraz. Pozwól, że opowiem Ci po kolei...
Miałem wrażenie, że jestem jak mumia, powoli odsłaniam się z bandażu, w którym byłem owinięty. Krok po kroku, różne energie wychodziły ze mnie i znikały. Cała sesja wydawała się poświęcona uwalnianiu oddechu. Co chwilę przechodziłem w głęboki oddech i wydychałem energię, jakby to było moje zadanie w tej chwili. Czułem się jak materac, który co chwilę wydaje dźwięki.
Miałem również wrażenie, że rozmawiam z przodkami, że towarzyszą mi w mojej podróży. W pewnym momencie zobaczyłem łódź, przestrzeń i łódź, na której płynęli moi przodkowie. Wydawali się nieść ze sobą kulę, w której były schowane trzy dary, trzy diamenty. Diamenty te miały ogromną wartość, były ich doświadczeniem, jakby to były prezenty, coś naprawdę cennego, co przekazywali z pokolenia na pokolenie.
Czułem dumę i radość, widząc, że ten prezent jest dla mnie. W pewnym momencie, gdy zbliżyli się do mnie, aby przekazać mi tę cenną kulę, zauważyłem, że w ich dłoniach jest kula, ale w środku nie było tych diamentów, których się spodziewałem.
Kula była w środku pusta, co wywołało we mnie uczucie rozczarowania i dezorientacji. Zastanawiałem się, czy naprawdę zasługuję na to, co mi zostaje ofiarowane. Moje uczucia były trochę niepewne. Jednak przekazali mi, że to były ich cenne diamenty, coś, co przekazywali z pokolenia na pokolenie. Kula była pusta po to, abym mógł w nią włożyć swoje własne wartości i cele. Powiedzieli również, że ufają młodym pokoleniom, które przyjdą po nich, i wierzą, że te pokolenia będą tworzyć własną rzeczywistość, opierając się na najlepszych cechach, które obecnie są ważne. Ta niepewność zmieniła się w uczucie wdzięczności za to, że obdarzają mnie zaufaniem i wiedzą, że to, co włożę do tej kuli, będą moje własne cele.
Nastąpiła dziwna synchronizacja. W tym czasie ktoś zanucił piękną piosenkę z prostym tekstem (I Choose to Live in Love), wybierając radość, szczęście, odwagę, pewność siebie i rezygnując z cierpienia i innych negatywnych uczuć. To było niezwykłe, jak moje uczucia i ta piosenka po prostu się ze sobą zgrały.
Oczywiście, w trakcie ceremonii działo się wiele różnych rzeczy. Moja świadomość podróżowała po różnych obszarach, niektóre rozumiałem, inne były dla mnie niezrozumiałe. Najważniejsze było to, że byłem uważny na to, co się działo, i miałem bliskie doświadczenia z moim ciałem. Zrozumiałem, że nigdy naprawdę nie śpiewałem kołysanki dla mojego ciała. Wtedy zacząłem nucić pewną piosenkę, która przyszła mi do głowy. To było niesamowite uczucie, wyrażać wdzięczność mojemu ciału i śpiewać mu coś. Dziękować za to, że mam wszystkie zmysły, że mogę dotykać, patrzeć, odczuwać, biegać, skakać, śpiewać, po prostu doświadczać życia w pełni.
To było niesamowite uczucie bycia jednością z moim ciałem, bycia w nim. Zrozumiałem, że to ważne, aby mieć dobrą relację z ciałem, aby je wspierać w dążeniu do nowych celów i nowych doświadczeń, a ciało z wdzięcznością służyć zdrowiem, jak najdłużej. To była prawdziwa harmonia i jedność.
Noc była spokojna, a wszyscy uczestnicy spali z uczuciem pozytywnego zmęczenia, które wynikało z emocji i wysiłku, jaki wkładaliśmy w trwające ceremonie. To były chwile, które na zawsze pozostaną w naszych sercach.
Drugiego dnia podczas integracji , postanowiłem podarować mojej córce coś wyjątkowego - puste kule, które odziedziczyłem po moich przodkach dla mojej córki. To była symboliczna - wirtualny podarunek.
Chciałem, aby córka zrozumiała, że to, co jest dla niej ważne, nie musi być narzucane przez pokolenia przodków. Dlatego z intencją podarowania tych kuli, chciałem, aby ona sama zdecydowała, co dla niej jest wartością. Nie chciałem, aby czuła się zobowiązana do kontynuowania naszych rodzinnych tradycji czy wartości, choć oczywiście, mogła wybrać te, które do niej przemawiają. To była jej osobista decyzja, jak chce urządzić swoje życie i określić swoje cele. To było bardzo emocjonalne przeżycie.
Przygotowanie - Rape - Start - Drugi - Trzeci
(nextPage)
Dzień Trzeci
Kolejny dzień i kolejna noc były dla mnie ważne i jednocześnie niełatwe. Wszystko rozpoczęło się podobnie jak w poprzednich nocach - zostaliśmy zaproszeni do udziału w ceremonii Ayahuaski, a ja nie miałem wątpliwości, że chcę być częścią tego doświadczenia.
W tej konkretnej nocy wiele osobistych wspomnień z mojego dzieciństwa pojawiło się na powierzchni. To, co mnie szczególnie zaintrygowało i poruszyło, to proces, przez który przechodziłem. Te trzy dni, które spędziliśmy tu razem, zdawały się układać w logiczną całość. Myślę, że nawet sam nie mógłbym lepiej ułożyć swoich przeżyć w odpowiedniej kolejności, aby stopniowo, coraz głębiej, zanurzać się w siebie i odkrywać nowe doznania. Spotkanie z przodkami, które miało miejsce poprzedniego dnia, dało mi siłę i pewność siebie, aby śmiało spojrzeć w oblicze nowych doświadczeń.
Pierwsza część ceremonii przebiegała w spokojnej atmosferze. To był niesamowity moment, gdzie otaczaliśmy się dźwiękami bębnów, mis, a przepiękna muzyka wprowadzała nas w harmonię z naszymi ciałami. To było jak kąpiel w dźwiękach, które synchronizowały nasze wnętrza. Kiedy nadszedł czas na drugą turę medycyny, postanowiłem wziąć podwójną dawkę. Szaman spojrzał na mnie z uśmiechem i zapytał, czy jestem pewien. Pomyślałem, że skoro pierwsza część ceremonii była dość spokojna, a nie wydarzyło się nic, co mogłoby mnie przerazić, to dlaczego nie zanurzyć się jeszcze głębiej? Postanowiłem więc podjąć to wyzwanie. Po jakieś pół godziny stukałem się w czoło - myśląc o głupocie, jaką zrobiłem :) Miałem jedynie nadzieję, że szaman wiedział, co robi… i będzie ratował!
No i tak właśnie skoczyłem w głąb siebie i tego niezapomnianego doświadczenia. To było trudne doświadczenie. Czułem, jak moje ciało przestaje być pod moją kontrolą, a rzeczywistość, którą widziałem otwartymi oczami, była rozmazana. Trudno mi było określić, gdzie jest góra, a gdzie dół.
Nawet postawienie butelki z wodą na ziemi sprawiało mi trudność, ponieważ wydawało mi się, że jest jeszcze pół metra dalej niż faktycznie. Było to zarówno zabawne, przerażające, jak i bardzo dziwne doświadczenie, którego wcześniej nigdy nie miałem. Czułem się niezadowolony z siebie, że moje ciało tak reaguje i że tracę kontrolę nad nim. Tęskniłem za spokojem. Niezadowolony, a jednocześnie cierpiąc na nudności, znalazłem się na dworze, gdzie znajdowała się toaleta. Dotarłem tam tylko dlatego, że ktoś mi pomógł wstać i trzymając mnie mocno za ramiona tam doprowadził.
Moje ciało wreszcie się uspokoiło, a emocje zaczęły opadać. Pomocnik, który mi pomagał, zaproponował, żebym wrócił do tych emocji i przeżyć, by zrozumieć, dlaczego czułem się tak, jak się czułem. By poprosić moich przodków o wsparcie w zrozumieniu moich przeżyć. Posłuchałem jego rady i po powrocie do sali, położyłem się i skupiłem na swoich doznaniach. Nie było to łatwe. Chciałem pozbyć się wszystkiego, co zostało w moim ciele po Ayahuaski, i byłem bardzo niezadowolony z tego, że ona tam jest i wykonuje swoją pracę. Ale w pewnym momencie zrozumiałem, że ta substancja wypełnia moje ciało, i dopóki nie zakończy swojej pracy, będę tylko się męczył, jeśli nie poddam się procesowi. W tym czasie miałem możliwość doświadczenia przeżyć z mojego dzieciństwa. W pewnym momencie zacząłem odczuwać silne mdłości i niepokój. Doświadczenie to trwało dosyć długo, a moje ciało reagowało w sposób, który sprawiał, że czułem się bardzo niekomfortowo.
Musiałem ponownie wyjść do toalety, ale okazało się to niezwykle trudne. Bez pomocy nie dałbym rady wyjść z sali. Dzięki jego pomocy, krok po kroku zmierzyłem się z ogromną odległością - 5 metrów - by dojść do toalety. Było to zarówno zabawne, jak i trudne, a czasami wręcz przerażające. Czułem się niezadowolony z siebie, że moje ciało tak reaguje i że tracę kontrolę nad nim. Tęskniłem za spokojem. Niezadowolony, a jednocześnie cierpiąc na nudności, znalazłem się na dworze, gdzie znajdowała się toaleta.
Podjąłem decyzję, że poddam się temu procesowi i zanurkowałem jeszcze głębiej. Zobaczyłem obrazy z mojego dzieciństwa, gdy jechałem autobusem lub byłem na żaglówce jako małe dziecko. Wiedziałem, że wtedy bardzo się bałem, gdyż żaglówka chybotała się na wszystkie strony, co dla mnie było przerażające. Teraz wiedziałem, że to właśnie stamtąd brało się to uczucie mdłości. To była jedna z przyczyn mojego złego samopoczucia. Miałem także dostęp do okresu, gdy byłem jeszcze w łonie matki, gdy rodzice się kochali, a ja byłem razem z nimi. To było bardzo dziwne, ale też wyzwalające uczucie i przeżycie. Podczas ceremonii słyszałem także innych uczestników procesu. Każdy miał swoje własne przeżycia - niektórzy śpiewali, inni po prostu byli szczęśliwi, niektórzy tańczyli. To były wspaniałe chwile. Dodatkowo miałem doświadczenie ponownego kontaktu z moimi przodkami, którzy przyszli do mnie. Tym razem przyszli z wiedzą i powiedzieli, że są gotowi podzielić się tą wiedzą ze mną. To było niezwykle ciekawe, ponieważ poprzedniej nocy zabrali ode mnie wszystko i powiedzieli, abym sam podjął decyzje dotyczące swojego życia. Teraz wrócili, mówiąc, że wykonałem swoją pracę, wiem, dokąd idę i jak chcę tam dotrzeć, i teraz są gotowi wesprzeć mnie w mojej drodze.
To były najważniejsze przeżycia, które chciałem się podzielić z innymi. Wydarzyło się również wiele więcej na głębszych poziomach. Po kilku tygodniach od ceremonii, zacząłem dostrzegać, jak zgromadzona wiedza i doświadczenia zaczynają wpływać na moje codzienne życie. Patrzyłem teraz inaczej na swoje ciało, na swoje przeżycia, a doświadczałem odwagi w zupełnie nowy sposób. Byłem gotów skoczyć jeszcze głębiej w tę “króliczą norę”, jak ją nazywaliśmy. To był początek nowego rozdziału w moim życiu.
Następnego dnia, tak jak zawsze po ceremoniach Ayahuaski, mieliśmy czas na integrację. Tym razem dodatkowo odbyła się ceremonia kambo, choć osobiście nie uczestniczyłem w niej, ponieważ nie czułem, że jest to teraz dla mnie istotne doświadczenie. Było jednak przyjemne obserwować innych uczestników podczas tego procesu integracji. W czasie tej integracji widziałem, jak świetlają się oczy innych uczestników, którzy dzielili się swoimi przeżyciami.
Niektórzy byli bardzo zmęczeni, ale jednocześnie bardzo zadowoleni z tego, co przeżyli. Zrozumieli, jakie kroki muszą podjąć, aby ich życie nabrało właściwego kierunku i stało się bardziej radosne i pełne światła, takie jakie sami pragną. To były chwile, w których każdy z nas odkrywał, jakie zmiany chce wprowadzić w swoim życiu po tych głębokich doświadczeniach z Ayahuaską.
Przygotowanie - Rape - Start - Drugi - Trzeci



