By znaleźć swoją ścieżkę na tym świecie

Stary Grzyb
Autor -
0
ayahuasca,

To była kolejna trzydniowa ceremonia. W pierwszym dniu miałem taką intencję, by znaleźć swoją ścieżkę na tym świecie, która pozwoli mi być sobą, żyć dobrze i być bezpiecznie chronionym przez Boga. Droga do siebie to Oświecenie - różne rzeczy różnie się wyrażają. Generalnie intencję można było wyrazić w słowach, że chcę znaleźć swoją ścieżkę z punktu ciszy i spokoju.

Pierwsza część ceremonii przebiegała delikatnie, bardzo uważnie. Druga część była intensywna. Zobaczyłem dużo ciekawych rzeczy, szczególnie o swoim umyśle. Doświadczałem różnych halucynacji, widziałem różne zwierzęta, wzory, fraktale. Niektóre z nich mnie niepokoiły, inne były całkiem ciekawe, można było się w nie zanurzyć i obserwować. W pewnym momencie jednak zrozumiałem, że to umysł tworzy te obrazy, interpretuje je.

Poprosiłem więc o pojawienie się wiedzy, odczucia tego, co umysł projektuje, co za nimi jest, co one oznaczają - te zwierzęta, te fraktale, które przechodziły przez moje ciało. To było bardzo ciekawe doświadczenie. Bo w pewnym momencie te obrazy, zwierzęta, zniknęły, a pojawiło się odczucie czystych energii, które przepływały przez moje ciało, przepływały przez czakramy, budziły je, oczyszczały. To spowodowało, że zacząłem więcej rozumieć, więcej doświadczać, widzieć, jak energia pracuje, jak Aya pracuje ze mną. Nawet te najdziwniejsze, niektóre powiedziałbym straszne, zwierzęta, fraktale, zostały przeze mnie zaakceptowane. Powiedziałem: “Okej, rozumiem, co się dzieje, przynajmniej na jakimś tam swoim poziomie, na ten czas dostępny”.
I mówię: “Niech się dzieje”. 🌟

Podczas tej ceremonii wielokrotnie wracałem do mojej intencji, aby zrozumieć, dokąd zmierzam. Miałem również odczucie, że ziemia ukołysywała moje ciało i śpiewała kołysanki. W odpowiedzi śpiewałem dla niej, wyrażając wdzięczność za moje poprzednie matki, za moją mamę i za wszystkich przodków. Czułem, że w trakcie tego procesu rozbijane są moje schematy myślowe, emocjonalne zależności od innych oraz moje wyobrażenie o ścieżce, którą tak uparcie chciałem odnaleźć.

W pewnym momencie poczułem, że pępowina łącząca mnie z Mamą Ziemią musi zostać przecięta, ponieważ pragnąłem być sobą. Intencja znalezienia swojej ścieżki była bardzo intensywna, a ja skupiałem się na niej z całych sił. To było niesamowite. W pewnym momencie, gdy już prawie doszedłem do punktu zrozumienia, zobaczyłem jakieś światełko w tunelu. Wydawało mi się, że wiem, co będzie dalej, jakieś natchnienie czy zobaczenie ścieżki jaka mnie czeka...

Jednak cała misterna konstrukcja, którą odczuwałem, a którą mój umysł kreował, nagle się rozpadła. Zrozumiałem, że nie ma ani konkretnej ścieżki, ani drogi. Pojawiło się uczucie Bycia, uczucie uważności na to, co mam robić, uczucie obecności. To była kluczowa część doświadczenia. Przychodziły różne pokusy, różne myśli o tym, co trzeba zrobić, ale one odpadały jedna po drugiej. Wszystko wracało do tej obecności, do bycia uważnym na przyrodę i energię.

Przyroda jest wspaniałym nauczycielem. Ostrzega przed niebezpieczeństwem, tak jak nadgryzione jabłko, w którym znajduje się robak. To informacja, że jabłko może być niedobre, ale jednocześnie jest to znak, że w nim jest życie. To przypomina mi, że muszę rozważać i przyglądać się uważnie, aby dokładnie zrozumieć sytuację.

Wróciłem do mojej intencji, do punktu ciszy i spokoju ...
Zrozumiałem, że w tej intencji zawarta jest odpowiedź na moje pytania. Tak, jak jestem w ciszy i spokoju, znajduję inspiracje do działania.
To jest właśnie klucz do odkrywania swojej ścieżki.
Niech się dzieje. 🌟

(nextPage)

Dzien drugi

Drugiego dnia nie miałem jakiejś szczególnej intencji. Poprosiłem szamana o intencję, która okazała się dla mnie szalenie zaskakująca. Miałem pracować z elementami - wodą, ziemią, ogniem i powietrzem - i zobaczyć, co te elementy chcą mi przekazać. Było to bardzo zaskakujące, ponieważ nigdy wcześniej nie miałem do czynienia z takim doświadczeniem. Rozpocząłem od tego samego miejsca, co poprzedniego dnia - być cicho i spokojnie, poddać się, a rzeczy po prostu mi się ukazywały. W pierwszej części było bardzo mało obrazów, ale atmosfera była bardzo delikatna, a potem zaczęło się coś zmieniać.

Zacząłem oddychać dużo głębiej z brzucha, uwolnione zostało dużo energii i emocji. Oddychanie stawało się coraz głębsze, a ja odczuwałem, jak powietrze wchodziło i wychodziło z dźwiękiem uff, było to wręcz namacalne. Czułem, że mam w sobie wiele uwięzionego powietrza, które reprezentowało niewypowiedziane słowa i niewyrażone emocje, blokujące mnie przed życiem i ekspansją. Oddychałem coraz głębiej i bardziej świadomie. Odczułem, jak wiatr wieje i przenika przez moje ciało, oczyszczając je. To było bardzo orzeźwiające doświadczenie. Zobaczyłem, że żyje tylko kilka sekun.. od oddechu do nastepnego oddechu. Nie wiem czy bedzie kolejny...

W pewnym momencie odczułem, że moje ciało się rozpada, a wiatr rozbija je na drobne cząstki, pozostającym tylko pyłem. Widziałem siebie jako rozpadające się ciało, podobnie jak liście na jesień, które wiatr rozwiewa na wszystkie strony. Było to zarówno przyjemne, jak i nieco niepokojące doświadczenie, bo poczułem się jakby anihilowany. Zauważyłem, że moje ciało porusza się wiatrem, stając się jakby duchem. W pewnym momencie poczułem, że właściwie już go nie mam, że został tylko wiatr.

Moja świadomość odczuwała, że ciało czy ja podążamy razem z wiatrem, tam, gdzie on powieje, tam idę, bez oczekiwań, trzymania się historii czy emocji, bez ograniczeń czasowych. To było podobne do płynięcia z prądem, być tym prądem. Byłem trochę zasmucony, bo miałem wrażenie, że wszystko zostało wyrzucone za mnie - cała historia, cała wiedze, umiejetności to do czego byłem przywiazany i to co o sobie lubiłem. Jednak wiatr nazwał się magicznym i w pewien sposób poczułem się z nim zjednoczony.

Poczułem przywiązanie do mojej wiedzy, do tego, kim jestem, do uczucia bezpieczeństwa i bezpiecznej strefy życia. Świat pokazał, że nic tak naprawdę nie potrzebuję, że dostarczy mi wiedzę i bezpieczeństwo z prędkością myśli, im mniej mnie, tym więcej wiatru. Wiatr przenika przez wszystko, przez czas i przestrzeń, jest w moim ciele, w roślinach. Pojawiła się też świadomość, że tak naprawdę żyję tylko od momentu wdechu do wydechu, i że ta chwila jest moim życiem.

Symbole śmierci pojawiły się, widziałem czaszki, dziwne historie. Chciałem usłyszeć ziemię, więc położyłem dłonie na ziemi. Poczułem, jak energia opuszcza moje ciało, kładąc się na ziemi. Zaczęło mi się wydawać, że to ciało zostało wypożyczone i nie jest moje, że jestem duchem. Widziałem, jak moje ciało zostaje zjedzone przez robaki, a one wydają się być z tego zadowolone, gdyż "mam trochę tego ciała". Mimo że były to straszne wizje, wewnątrz czułem spokój, bo uświadomiłem sobie, że ciało jest tylko tymczasowe, a po śmierci powróci do matki ziemi. Dlatego pomyślałem, że pochowanie mnie jest lepsze niż spalenie, gdyż moje ciało będzie miało większą wartość dla robaków.

W kolejnym etapie doświadczyłem dość nieprzyjemnego zjawiska. Zaczęły pojawiać się różne obrazy, różne energie, i poczułem, że są to energie, które chciały odebrać moją energię, chciały zabrać moje czakramy, wejść w moje ciało, w moją duszę, i to mnie trochę przerażało. Opierałem się, ale w końcu zobaczyłem, co się stanie, i ta siła, która przyszła do mnie, zabierała wszystko, włącznie z moją duszą. W pewnym momencie nie miałem już siły, żeby walczyć, opierać się. No dobra, pomyślałem, najwyżej nie będę miał duszy, najwyżej umrę w ten sposób.
I pomyślałem, okej, dobrze, niech się dzieje.

Poczułem, że zabrało wszystko, że wszystko zostało zabrane, i znalazłem się w jakiejś przestrzeni. Była to przestrzeń, a ja byłem. W pewnym momencie byłem w tej przestrzeni, gdzie nie było ani duszy, ani mojej historii, ani czakramów, po prostu byłam. Zobaczyłem, że jakby dzielę się na dwie części - że wcielam się w życie, jestem tutaj ciałem, ale jednocześnie jestem poza życiem, w drugiej przestrzeni, która nie podlega tym wyobrażeniom, nazwom, oduszy, ciałom i takim różnym historiom.

W tej ciszy, z tej przestrzeni, wyłonił się kolejny obraz. Zobaczyłem siebie w duchowej zbroi, tę samą zbroję, którą wcześniej otrzymałem, gdy cała natura mnie oczyszczała i dała mi zbroję tego ptaka, o którym wcześniej mówiłem. Zobaczyłem wiele istot podobnych do mnie, ubranych w takie zbroje. W tej przestrzeni stanąłem przed moimi przodkami, z ognistym mieczem w dłoni, poczułem się jak strażnik, który zatrzymuje demony traumy, wszystko to, co negatywne, płynie ze ścieżki czasu, od moich przodków, od przyszłości. Byłem wojownikiem, wojownikiem w tej zbroi, z ognistym mieczem, i miałem poczucie, że moją funkcją jest zatrzymać wszystko, co idzie z przeszłości, i niczego nie przepuścić. Były również inne istoty, takie jak ja, które przyjęły tę funkcję na siebie i też to robiły, być może dla swoich własnych celów.

W pewnym momencie zobaczyłem mur, który tworzyliśmy, by nic nie przeszło przez niego. Pomyślałem, że potrzeba więcej takich historii. To były dokładnie takie same istoty jak ja, w takich czy innych zbrojach, i tworzyliśmy jakby siatkę, mur oddzielający obecny czas od czasów przeszłych. Naszym celem było zatrzymać wszystko, co przecieka z przeszłości i wpływa na nas w negatywny sposób. Jestem istotą światła, otrzymałem to ciało i ból z traumami z przeszłości, to co sam zrobiłem, to traumy, które doświadczyłem. Jestem po to, by uleczyć siebie i przeszłe bóle, przeszłe traumy.
Poczułem w pewnym momencie ból w brzuchu. Czułem, że mam wielką ranę, bardzo głęboką, powstałą przez pokolenia, przez bitwy, urazy, miecze, agresję. Położyłem dłoń na ranie i leczyłem ją, leczyłem swój brzuch, coś się udawało, ale nie wszystko. Poprosiłem wiatr, by przeniósł mnie do początku traumy. Zobaczyłem chłopca, który uderzył się w brzuch, a jego ból nie został wyleczony i rozwijał się przez pokolenia. Przebrałem się w postać dziadka, starszego pana, i zacząłem rozmawiać z tym chłopcem, pomagając mu leczyć ból. Moja rana zaczęła się goić.



(nextPage)

Dzień trzeci był niezwykłym dniem. 
Na jego przebieg składało się wiele elementów. Pierwszego dnia doświadczyłem jakby odczucia mojej istoty i poczucia odrzucenia znanej ścieżki, podążając ścieżką sprzeciwu krok po kroku, nieplanowanie. W drugim dniu doświadczyłem wiatru, oddychając, odpuszczając i oddając się matce Ziemi, co było niesamowitym przeżyciem.
Wróciłem na początek ceremonii, widząc siebie w stroju, w zbroi, z mieczem, stojącym z odwagą wobec wszystkich negatywnych emocji, które mogły się pojawić. Jednak w pewnym momencie, kiedy mierzyłem się z ognistym mieczem, podobnie jak Michał Archanioł, zdecydowałem się położyć go na ziemi i rozpalić ogień zgody. To było ognisko, nazwałbym je szamańskim lub po prostu przyjacielskim, gdzie ludzie, zarówno przyjaciele, jak i wrogowie, mogliby się spotkać bez walki i patrzeć na siebie. Zaprosiłem wszystkie Strachy i Duchy, aby usiadły naprzeciwko mnie.

Powiedziałem im, że nie posiadam broni, nie mam tarczy ani niczego, co mogłoby służyć jako zbroja. Miecz, który wcześniej trzymałem, leży teraz na ziemi, rozpalając ogień, który symbolizuje zgodę. Wyraziłem pragnienie, abyśmy wszyscy mogli usiąść razem i porozmawiać. Zapewniłem im, że mogą zajrzeć do mojej duszy i zobaczyć, kim naprawdę jestem. Przyznałem, że mam swoje problemy, swoje trudności. Niektóre z nich są trudne, inne ważne. Mam swoje smutki, swoje szaleństwa - wszystko to, co czyni mnie człowiekiem. Otworzyłem się na to, aby zobaczyli mnie takim, jakim jestem, nie ukrywając niczego. Starałem się być jak najbardziej przejrzysty dla wszystkich duchów, które zaprosiłem.
I wtedy zaczęły przychodzić istoty w różnych formach, z różnych czasów, planet i przestrzeni. Były one naprawdę najdziwniejsze. Zaprosiłem je do ognia, aby usiadły ze mną. Zauważyłem, że są takimi samymi podróżnikami jak ja, podróżującymi przez czas i przestrzeń. Niektóre były przyjaciółmi, inne miały wrogie nastawienie. Jednak kiedy siedzieliśmy razem i patrzyliśmy na siebie, zaczęliśmy powoli się rozumieć. Zrozumieliśmy, że pochodzimy z różnych czasów i przestrzeni, czasami nie jesteśmy w stanie się porozumieć, co prowadzi do wrogości, strachu i walki.

Siedziałem przy ogniu, a coraz więcej różnych istot o różnych energiach zaczęło powoli przychodzić. Zaczęłem schodzić coraz głębiej pod ziemię, do coraz głębszych rejonów. Cały czas byłem skupiony na oddechu i uwalnianiu emocji. Niektóre z tych emocji były trudne, gdy nagle nadeszły duże, mocne demony. Miałem wrażenie, że są przeogromne, zbliżały się bardzo blisko, a nawet próbowały we mnie wejść. Jednak powiedziałem im: "Zobaczcie, nie ukrywam niczego, nie mam niczego, czego chciałbym ukryć". Powiedziałem "ok", zobaczyły, przeszły i odeszły, jakby faktycznie niczego nie znalazły. Zastanawiałem się, za co można by mnie atakować, za co można by mnie przestraszyć. To było bardzo ciekawe.

Potem pojawiły się pająki. Na początku wydawały się trochę dziwne, nie jestem raczej fanem pająków, ale okej, postanowiłem im się przyjrzeć. Zauważyłem, jak tkają swoje sieci i opiekują się nimi, nawet ucząc mnie w pewnym momencie. W końcu udało mi się uwolnić się z tej sieci. Gdy patrzyłem na nią i widziałem, jak jest utkana przez pająki, zdałem sobie sprawę, że jest to niesamowite źródło komunikacji i łączności. Powiedziałem sobie, że uwalniam wszystkie informacje o sobie, wszystkie swoje sekrety, takie jak kim jestem, co ukryłem, jakie mam zalety i wady. Mówiłem "ok", niech się dzieje, nie chcę mieć żadnych sekretów, które mogłyby być użyte przeciwko mnie, które mogłyby ograniczać moją kontrolę.
Bardzo często wracałem do tego ogniska, które się rozpaliło, ponieważ widziałem coraz więcej o mnie samego i coraz więcej nowych podróżnych, którzy do niego przychodzili. Chciałem być jak najbardziej otwarty i zobaczyć, kim naprawdę jestem, kto siedzi przy tym ogniu, ale to nie było łatwe, wręcz bardzo trudne. Zajęło to ogrom czasu, zanim zacząłem dostrzegać jakiekolwiek kształty. Prosiłem o wsparcie, po prostu stałem tam i mówiłem: "Chcę zobaczyć siebie takim, jakim naprawdę jestem". Przychodziły różne duchy, różne emocje; niektóre z nich odchodziły. Mówiłem sam do siebie: "Kim ja jestem?". Chciałem zobaczyć swoją formę. Powiem, że kiedy ją w końcu ujrzałem, przestraszyłem się.

Gdybym zobaczył kogoś takiego w jakimś filmie czy w zaułku chodzącym za mną, to bym uciekał najdalej, jak tylko można. Miał formę jakiegoś ptaka, ale takiego jak w nietoperza, z dziwnymi skrzydłami i dziobem. To było bardzo, bardzo dziwne i nieprzyjemne uczucie zobaczyć siebie w takiej strasznej formie. Ta forma pojawiała się potem jeszcze wiele razy, ale o tym będę mówił później, bo ewoluowałem. Byłem też wdzięczny, że moi rodzice, pomimo tego, że wiedzieli, jak dziwnym jestem stworem, kochali i opiekowali się mną. To było niesamowite.

Co jeszcze do tego ciekawego widziałem? Jakie sa pająki. Pająki tkają sieć iluzji, iluzji świata, po to, abyśmy w tym świecie, w tej iluzji, dorastali. Kołyszą nas do snu, leczą, szukają partnera. Szukają mężczyzny, żeby po prostu narodził się człowiek. Narodził się nie jako mężczyzna, ale po prostu mężczyzna-kobieta, jako człowiek, który jest tkany w tej sieci. I one czekają, żeby się uwolnił, żeby przerwał tę sieć, w tym takim najbardziej pozytywnym znaczeniu, żeby zaczął po jiej chodzić i był wolny, wolny, uwolniony od sieci. I na razie koniec.





Prześlij komentarz

0Komentarze

Prześlij komentarz (0)

#buttons=(Ok, Go it!) #days=(20)

Tak my też uzywamy ciastecka a nawet je jemy :) Sprawdź
Ok, Go it!