Druga ceremonia

Stary Grzyb
Autor -
0

Natura drzewa polega na tym, że jest ono drzewem. Natomiast moja natura to bycie sobą i niczym więcej. Nie ma potrzeby porównywania. 

Drzewo rośnie w swoim najlepszym możliwym potencjale. Nie zazdrości jarzębinie czy sośnie ich funkcji czy pełni życiowej. Po prostu jest sobą w pełni swego istnienia.

Stałem się bardzie świadomy swojej prawdziwej natury i akceptowałem siebie takim, jakim jestem, bez potrzeby porównywania się z innymi czy oceniania.
(Staram się ten stan utrzymywać na codzień)

Tym razem w ceremonii było więcej uczestników, ale nadal prowadził ją ten sam szaman. Pierwszy dzień i pierwsza część ceremonii były bardzo relaksujące. Czułem się silny i zadowolony, gotowy na to, co przyniesie druga sesja. W drugiej części zaczęły się wydarzenia, które trudno opisać chronologicznie, ponieważ różne rzeczy działy się jednocześnie, a czas i przestrzeń zaczęły się zlewać.

Podczas ceremonii odczuwałem wiele różnych emocji. Czasem czułem się jak małe dziecko, śpiewające niezrozumiałe piosenki, podobnie jak dziecko, które gaworzy coś, czego dorośli nie rozumieją. Poczułem, że jestem połączony z Matką Ziemią poprzez różne energetyczne linie. To było jakby bycie w jajku, w pewnej przestrzeni, w jedności z przyrodą.

Nagle zobaczyłem, że wzdłuż tych energetycznych linii, które łączyły mnie z Matką Ziemią, zaczęły wchodzić do mnie dziwne istoty. Na pierwszy rzut oka wydawały się groźne i nieprzyjazne. To sprawiło, że poczułem się niepokojony i obawiałem się, że coś złego może przejąć kontrolę nad mną. Wyłączyłem się z tego doświadczenia.

Później, w innej chwili podczas ceremonii, ten obraz pojawił się ponownie. Tym razem zrozumiałem, że te dziwne stworzenia nie były wcale wrogie. Ich wygląd był tylko przebraniem, maskami, które nosili. Okazało się, że były to istoty pełne światła. Rozpoczęliśmy jakby rozmowę, a one wyjaśniły mi, że te maski to ich sposób na ochronę mojego ciała. Kiedy są wewnątrz mnie, odstraszają wszelkie inne intruzy, takie jak bakterie czy wirusy, które mogłyby mi zaszkodzić. Ich wygląd był tylko maską, a w rzeczywistości były one tutaj, aby mnie chronić, lubią mnie i kochają. To było przejrzenie przez pozory i zrozumienie, że są one tu po to, bym był bezpieczny. To byly swietliste byty.

Śmierć
W trakcie tej sesji Ayahuasca miałem wrażenie, że moje ciało umiera. To przeżycie powtarzało się wielokrotnie. Moje ciało było oczyszczane, stawało się puste, i było mi go szkoda. Myślałem, że jeszcze mam wiele do zrobienia w życiu, ale jednocześnie czułem, że to może być właściwy czas, by opuścić ciało i pożegnać się z nim. Czułem, że ciało się dezintegruje, a mój czas dobiega końca. Jedynymi moimi zmartwieniami były sprawy takie jak przekazanie żonie numeru PIN do konta, ale nawet jeśli tego nie zrobię, bank i tak wypłaci jej pieniądze. Drugim zmartwieniem było, co się stanie z moim ciałem, jeśli umrę w tym miejscu. Obawiałem się, że osoby prowadzące i grupa mogą mieć problem z zarządzaniem tą sytuacją, co mogłoby stworzyć problemy dla innych. To było niefajne poczucie, ale naprawdę zdziwiłem się swoją akceptacją i zgodą na to, co się działo.

Podczas tego procesu umierania, wydaje się, że były trzy etapy, w których coraz bardziej pogłębiałem się w uczucie śmierci. Dziękowałem Matce Ziemi za jej opiekę i za czas, jaki mi dała na tej planecie oraz za wszystkie doświadczenia. Mówiłem jej, że idę dalej, opuszczałem ziemię. To pożegnanie było niezwykle wzruszające. Czułem, że zmierzam w inną przestrzeń, trudno było powiedzieć, gdzie dokładnie. Miałem ogromne przekonanie, że mój czas na ziemi dobiega końca.

Jednak czas się nie skończył, ponieważ miłość Matki Ziemi przytrzymała mnie. To było poruszające pożegnanie, gdzie ziemia oferowała mi dalszą część drogi. Wydawało się, że mówiła: "Poczekaj, jeszcze nie odsuwaj się. Jest coś jeszcze do zrobienia, coś, co chcę Ci dać." To było naprawdę wynikające z ogromnej miłości i troski. Czułem, że podjąłem decyzję, by zostać, lub może po prostu zostałem, oddając się temu procesowi i ofercie, jaką Matka Ziemia z miłością mi dała.

Czułem, że moje ciało jest przeprogramowywane, przekształcane. Każda komórka, każda część mojego ciała zdawała się zmieniać się, a mnie wypełniało ogromne uczucie, mieszanka zdziwienia, radości i jednocześnie niepewności co do tego, co się dzieje. To było niesamowite doświadczenie integracji z naturą i wszystkimi stworzeniami.

Miałem myśl, że czasami wybieramy się do lasu lub na łono natury, aby ją obserwować i doświadczyć, ale naprawdę, kiedy nasze dłonie się stykają, dotykamy naturę. Ziemia stworzyła nasze dłonie, były one jej dziełem, i kiedy się wzajemnie dotykamy, jest to jakby ziemia dotykała samą siebie. To była przypomnienie, że nie trzeba iść daleko, aby celebrować Matkę Ziemię, ponieważ jesteśmy z nią cały czas.
W pewnym momencie poczułem, że muszę pójść do toalety. Niestety, nie cieszyłem się tym, ponieważ pamiętałem, jak w poprzedniej ceremonii musiałem prosić o pomoc. Byłem trochę zdezorientowany, ale jednocześnie pragnąłem pójść do toalety samodzielnie. Powoli stanąłem na dwóch nogach, zajęło mi to chwilę. Następnie zwróciłem się do medycyny, mówiąc, że skoro wprowadziła mnie w ten stan, w którym miałem trudności z kontrolą nad własnym ciałem i trudno mi było postawić jeden krok po drugim, to teraz powinna pomóc mi wrócić do normalności. Wyraziłem chęć normalnego skorzystania z toalety, bo moje obecne doświadczenia nie były dla mnie komfortowe.

To było dziwne uczucie. W tym momencie odczułem zawroty głowy, jakbym nagle poczuł, że różne energie napływają ze wszystkich stron - od tyłu, od przodu, podtrzymując mnie jak słupy i liny. Moje ciało nagle się usztywniło, i zaczęłem odzyskiwać kontrolę. Może nie w pełni, ale wystarczająco, aby samodzielnie kierować się w stronę toalety, krok po kroku, bez potrzeby pomocy. To było fascynujące doświadczenie, w którym mówiłem medycynie to, co czułem, a ona na swój sposób odpowiedziała. Zrozumiałem, że mogę komunikować się z nią, że mogę rozmawiać z nią i dzielić się swoimi uczuciami. Stało się jasne, że medycyna również troszczy się o mnie, co sprawiło, że to było bardzo głębokie przeżycie.

Śpiew ziemi. 
Czułem, że ziemia śpiewa, że przodkowie śpiewają, że wszystko wokół jest jak melodia, jak niekończąca się opowieść. Widziałem, jak moje dłonie na podłodze malują znak nieskończoności - ósemkę. Przyglądałem się temu, co tworzą moje dłonie, i po pewnym czasie zdałem sobie sprawę, że ten symbol nie jest końcem, ale raczej niekończącą się opowieścią. Czułem jednocześnie, że śpię środku w ziemi, w tej niekończącej się opowieści.

Stopniowo opowieść i śpiew uspokajały się, nieskończoność stawała się coraz mniejsza, aż doszła praktycznie do małego punktu. Śpiew, szum wokół, uspokoiły się i stały się ciszą. Nieskończoność zamieniła się w jeden punkt, a hałas ustąpił ciszy. Wszystko stopiło się w jedno, a początkiem wszystkiego był ten punkt - cisza i pustka. Była to statyka, ale to nie oznaczało braku działania. To oznaczało ogromny potencjał, czekający na obudzenie, na działanie.

Tę ciszę, tę ósemkę, która stała się jednym punktem, powoli wziąłem do serca i podziękowałem ziemi za uspokojenie, za harmonię. Czułem, że moje serce również się uspokaja i harmonizuje. To uczucie, ta ósemka i ta cisza towarzyszyły mi przez kolejne ceremonie i stały się punktem wyjścia dla wielu moich intencji. Czułem, że jestem częścią tej niekończącej się opowieści, że jestem połączony z ziemią i wszystkim, co ją otacza, w harmonii i spokoju.

Kolejnym silnym doświadczeniem w tej ceremonii było to, że poczułem się jak ogromny, wielki duch. W pewnym momencie odczułem, że mam skrzydła, jak orzeł lub inny ptak, i wypełniam całą przestrzeń ceremonii, jednocześnie chroniąc ją. Próbowałem kilkakrotnie pozbyć się tej wizji, ponieważ czułem, że jestem uczestnikiem tej ceremonii, a nie duchem, który ją chroni. Jednak wizja powracała, więc zdecydowałem się ją zaakceptować i obserwować, by zobaczyć, co mi przyniesie.

Podczas ceremonii obserwowałem szamana i miałem wrażenie, że go ochraniam w jego pracy. Później, podczas rozmowy na integracji, szaman potwierdził, że cały czas odczuwał moje ogromne wsparcie i siłę, która mu towarzyszyła. Następnie poczułem, że moja ochrona nad szamanem kończy się, ponieważ widziałem, że prowadzi ceremonię dobrze, właściwie i bezpiecznie. Miałem poczucie, że mogę odejść, że wszystko jest w porządku. Poczułem, że szaman pokazuje mi nową drogę, że pokolenia zmieniają się, jedno pokolenie dochodzi do swoich możliwości, a nowe odkrywa coraz więcej. To była synchronizacja między pokoleniami, a ja byłem częścią tego procesu.

Czułem się również połączony z Ziemią, spoczywałem na niej i obserwowałem innych uczestników, którzy śpiewali i tańczyli. To, co robili, składało się na jedną wibrację ziemi, ziemi w różnych przejawach i formach. To było bardzo radosne przeżycie, gdzie widziałem siebie jako część wielkiej całości, zarówno na odległych preriach, jak i jako ziarenko piasku. Każde ziarenko miało swoje miejsce i rolę, i z każdego ziarenka mogło wyrosnąć coś wielkiego, duch, który jest wielki.

Ceremonia była bardzo intensywna, pełna przeżyć i oczyszczania. 
Szaman zaproponował ostatnią inhalację Rape, i zgodziłem się na nią. Miała to być integracja i uziemienie, aby przywrócić równowagę. Moje ciało zaczęło odczuwać różne nudności, woda wydobywała się z nosa i płuc, a ja po prostu byłem mokry. Wiedziałem, że to jest proces uzdrawiania, a temperatura pomagała pozbyć się wirusów. To stan trwał naprawdę długo, ale byłem wdzięczny za każdą kroplę potu, która opuszczała moje ciało.

W międzyczasie pojawiły się myśli dotyczące roślin i przyrody. Zrozumiałem, że rośliny mają swoje emocje i wpływają na nasze zachowanie. To, co jemy, ma wpływ na naszą energię i emocje. Byłem w stanie wczuć się w emocje niektórych roślin, ich potrzeby i intencje. Było to ciekawe, ponieważ można pracować z tą energią i komunikować się z roślinami, aby osiągnąć wspólną harmonię.

Czułem, że rośliny mówią mi by nie używać pestycydów bo to bardzo boli, lepiej uprzedzić i dopiero wyrywać je z grządki. Najważniejsze było powiadomienie roślin, że zostaną wyrwane, a także wyrażenie, że nie chcemy, aby rosły w danym miejscu, a jeśli już to robią, to po prostu usuwamy je.

Innym interesującym spostrzeżeniem było to, że różne rośliny wpływają na nas w różny sposób. Posiadają swoje własne emocje, a to, co spożywamy, wpływa na naszą energię i zachowanie. Czasami odczuwałem złość, która wydawała się być pochodzenia roślinnego, być może wynikająca z roślin, które nie chcą obcych istot w swojej przestrzeni. Te rośliny mogą być jak drapieżniki, które bronią swojego terytorium, ale zrozumiałem, że można pracować z tą energią. Można to przekształcić i mówić roślinie, że pragniemy współistnienia w inny sposób, lub po prostu wyrazić życzenie, by nie rosła w danym miejscu.

Po całej nocy, potrzebowałem długiego snu i wypoczynku, który przyszedł następnego dnia. To był czas na relaks i integrację. Po tym doświadczeniu, myśli krążyły wokół odrzucenia ograniczeń, akceptacji zmian duchowych i postrzegania kim jestem. Rozważałem, w jakim kierunku chciałbym podążać, a także pozwolić wiedzy na bycie i akceptować ją. Zrozumiałem, że ważne jest osiągnięcie harmonii między ciałem, emocjami i umysłem oraz współpraca z matką Ziemią i innymi ludźmi. Wszystko to pomagało mi zrozumieć jedność duchową ze światem.



(nextPage)




Ayahuasca

Dzień Drugi
Wczoraj w pamięci utkwił mi obraz nieskończoności - ósemka. Pamiętam, jak wygląd tej ósemki zmniejszał się aż do kropli bez ruchu. Moja intencja była taka: chcę odczuć z punktu ciszy i spokoju bilans pomiędzy ziemią a niebem, matką i ojcem. Intencją Szamana, którego poprosiłem o intencję, było być otwartym na informacje od duchów, od różnych duchów które mogą przyjść.

Pieśń Życia
Różne energie były we mnie i pokazywały się, że nie ma ojca i matki, że jest jedno. To było bardzo zaskakujące odczucie, bo łamało moje schematy myślowe. Zobaczyłem, że ta energia to jak DNA, które się splata w różnych kombinacjach. To był jeden nieskończony trwający od wieków proces przemiany jednej energii w drugą. Jest to jedna i ta sama energia - ojciec i matka to jak pieśń życia. Kolory fraktale wypełniały mnie jednym strumieniem.

Umysł powoli zaczął znikać, rozpadać się. 
Zadałem pytanie: jak on powstał? 
Co nim rządzi? 
Skąd on jest? 
I zobaczyłem odpowiedź. Umysł powstał, bo uwierzył że on żyje. 
To tak jakby komputer włączyć i on zaczyna działać zapominając o właścicielu. Zapominając że to właściciel włączył ten komputer a on myśli że on żyje.

Podczas sesji cały czas wracałem do oddechu i do mojej intencji nie bardzo chciałem się poddać procesowi który zachodził bo zacząłem doświadczać różnych sił które wchodziły w moje ciało. Trochę się ich obawiałem. Nie rozumiałem ich mimo że wcześniejsze doświadczenia zakończyły się sukcesem, dużym zrozumieniem to jednak stanięcie twarzą w twarz z czymś zupełnie nowym co w pewien sposób jest w opozycji do myślenia mojej filozofii było dość trudne.
Tak czy inaczej, krok po kroku pozwalałem różnym siłom materialnym wejść we mnie. Nie zapominałem o powrocie do ciszy i utrzymywaniu mojej intencji. Starałem się uważnie obserwować proces, schodząc coraz głębiej. Intencją moją było oddanie się przeżyciom i otwarcie się na ducha i energię.

W pewnym momencie poczułem i zobaczyłem, że bluszcz lniany oplątuje moje ręce. Wtedy zrozumiałem, że to coś nie w porządku, odczuwałem to jako rodzaj ograniczenia i braku wolności. To uczucie było główne w tym momencie.

Nagle zrozumiałem, że to jest sposób, w jaki ta roślina komunikuje się ze mną. Wskazała mi, że nie może mówić słowami, ale może się dotykać i oplatać moje ręce, to jest jej sposób przekazywania uczuć i obrazów. Zrozumiałem to i poczułem wdzięczność za tę wiedzę, którą mi przekazała. Zdałem sobie również sprawę, że często jedząc owoce i warzywa, wprowadzamy do siebie wiedzę i informacje o miejscu ich pochodzenia, o tym, kto się nimi zajął, gdzie były uprawiane itp.

Zrozumiałem, że w moim wnętrzu drzemie ogromna siła, która wpływa na moje zachowanie. Okazało się, że często działam w sposób kompulsywny, zmuszony przez jakieś nieuchwytne siły, które przypominały mi o skomplikowanych relacjach między roślinami, o tym, jak jedna roślina potrafi odrzucać inną i tworzyć przestrzeń dla siebie. To wpływało na moje zachowanie w kontakcie z innymi ludźmi, skłaniało mnie do dystansu lub obaw przed bliskością.

Te energie, o których wspomniałem wcześniej, zaczęły być usuwane i przemieniane przez te wewnętrzne siły. W ich miejsce pojawiła się nowa świadomość, bardzo prosta - świadomość wyboru. Zrozumiałem, że mam możliwość wyboru, że nie muszę działać w sposób kompulsywny. Otrzymałem przestrzeń na dokonywanie świadomych wyborów.

Zaczęły się również pojawiać różne zwierzęta i energie, które wchodziły we mnie i wpływały na moje ciało. Było to trochę dziwne, i choć początkowo odczuwałem pewien niepokój i strach, byłem również zdeterminowany, by doświadczyć wszystkiego, co Ayahuasca miała mi do zaoferowania. 
Zapytałem, co się dzieje i co to za energie oraz dziwne zwierzęta penetrują moje ciało.
 Okazało się, że te zwierzęta i energie przechodziły przeze mnie, przeprogramowując moje ciało i zmieniając oprogramowanie. Były one jak węże i widziałem je, które przechodziły przeze mnie, przeprogramowując moje ciało i zamieniając traumy w czyste wspomnienia. Zrozumiałem, że to była praca medycyny, oczyszczającej moje ciało, aby dusza mogła być w nim wolna. Węże zjadały dosłownie traumy, przeżycia. Przechodziły przez wszystkie naczynia krwionośne.
Wokół mnie działo się wiele - słyszałem wiele pieśni, a entuzjazm unosił się w powietrzu. Jednak były też osoby, które ciężko przechodziły przez swoje własne procesy.
Było w około wiele sił roślinnych, zwierzęcych i innych. Odczuwałem dumę tych sił, że mogły uczestniczyć w procesie tworzenia ludzkiego ciała. To było bardzo inspirujące i głębokie przeżycie widząc ja natura troszczy się o mnie - o nas!

Podczas tego procesu zadawałem wiele pytań, na które otrzymywałem odpowiedzi. Zastanawiałem się nad sensem całego wydarzenia oraz nad sposobem, w jaki ono przebiegało - co przekraczało moje wcześniejsze wyobrażenia. Przyznam szczerze, że było to dla mnie fascynujące doświadczenie.

W momencie, kiedy moje ciało zostało już zbudowane i napełnione darami od wszystkich sił i zwierząt, poczułem nagłą chęć do tańca. Choć moje ciało było zmęczone po całej nocy doświadczeń i niekoniecznie chciało się ruszać, instynktownie wiedziałem, że muszę tańczyć.

Wstałem, podniosłem się i zacząłem ruszać tą ręką i nogą w rytm muzyki, w rytmy tego, co ciało mi dyktowało. Rozpocząłem eksperymentowanie z różnymi ruchami, od zginania i skakania po wyginanie się na różne strony. To było naprawdę przyjemne i zabawne doświadczenie, jakby nowa energia i inne życie wstąpiły we mnie. Wydawało mi się, że zwierzęta wokół mnie obserwują, jak ciało po naprawie zachowuje się w ruchu, jakie ma ograniczenia, a jakie możliwości.

W pewnym momencie pojawił się przed nami nosorożec - potężne, ogromne zwierzę z ostrym rogiem. Stanął przede mną, zdjął swoją maskę, a pod nią kryła się dziwna, ale przyjazna postać. Powiedział mi, że przyjął postać nosorożca z powodu swojego strachu. Obawiał się, że zostanie zraniony  przez innych, więc zaczął odpychać ich, odganiać potencjalnych wrogów. Następnie podarował mi tę maskę nosorożca jako dar. Powiedział, że mogę używać jej jako symbolu siły, którą mogę wykorzystać, jeśli kiedykolwiek będę musiał odeprzeć czyjeś złe intencje. To było jego dar dla mnie, którego mogłem używać według własnego uznania. Cóż mogę powiedzieć oprócz wdzięczności za ten dar - dziękuje!

Kolejnym zwierzęciem, które mi się wyjątkowo zapadło w pamięć, był bizon, który pojawił się na amerykańskich prerii. Przybliżył się do mnie, a gdy spojrzeliśmy sobie w oczy, czułem ogromną energię, która promieniowała z jego obecności, wielką stabilizację i moc. Niechał bym chyba stanąć z takim potężnym zwierzęciem oko w oko w rzeczywistym świecie. Jednak w miarę jak trzymałem go za jego rogi, nasza energia zrównała się, i zaczęliśmy razem tańczyć! To był zabawny widok, tańczący bizon i ja, podskakujący na swoich nogach. To sprawiło, że wybuchłem śmiechem - kto by pomyślał, że zobaczy stepującego bizona?

W pewnym momencie, zauważyłem, że wąż zbliżył się do mnie z lewej strony i ugryzł mnie w ramię, pozostawiając na nim ślad. To było jak znak, jakby zostawił mi coś, jak "odznakę harcerską " na rękawie. To było dziwne i bezsensowne, ale pozostawiło w moim umyśle ślad do rozważań nad tym, co to mogło oznaczać.

Podczas ceremonii, różne siły zwierząt, takie jak kameleon, wąż, żaba, czy nietoperz, przyszły do mnie, nadając mi możliwość odczuwania i doświadczania ich energii i zachowań. Czułem, jakby gdy zapada noc mam widzenie nietoperza, instynkt przewidywania psa i wyczucie zapachu i smaku. Wszystkie te zwierzęta weszły we mnie, oferując mi ogrom różnych doświadczeń. Było to niezwykłe przeżycie. Było w tym dużo wdzięczności dla procesu i tych sił. Ciało składa się z wielu sil i umiejętności, które posiedliśmy od zwierząt w drodze ewolucji lub tymi, którymi te zwierzęta chcą nas obdarować.
Byłem wdzięczny za te doświadczenie - ale to naprawdę za mało powiedziane!

Siły te zaczęły odchodzić, i podziękowałem im za to, że były ze mną, za to, że naprawiały moje wnętrze, za oferowanie mi tylu możliwości. Czułem, że teraz mogą odejść i być wolne. 

I coś niezwykłego się stało. Obrazy zwierząt, które wcześniej wypełniły moje wnętrze, zaczęły rozmywać się w powietrzu. Wtedy zobaczyłem, że zamiast nich pojawiły się jasne, świetliste istoty. Powiedziały mi, że wypełniły swoją rolę, że moja praca z nimi została zakończona i ich praca nade mną. To był moment, w którym mogły odejść. Podziękowałem im i powiedziałem , że je uwalniam. 
Miałem wrażenie, że te świetliste istoty przyjmują postacie zwierząt, owadów, pająków po to aby pomóc i wspierać rozwój człowieka. Potrafią być zarówno groźne, jak i łagodne, wszystko po to, aby pomóc ludziom w rozwoju. Łzy wdzięczności i szacunku...

Razem z nimi wyruszyłem w kosmiczną podróż, nie wiedząc, gdzie jesteśmy ani dokąd zmierzamy. Było to niesamowite doświadczenie podróżowania z tymi świetlistymi wolnymi istotami w przestrzeni poza miejsce mi czasem. 

Podczas tańca i ruchu mojego nowego ciała pojawiła się myśl, że teraz mam możliwość pisanie swojego własnego życia i ustalania własnych celów, ponieważ moje ciało jest teraz czyste. Wybrałem te same cele, które przyjąłem w poprzedniej ceremonii, bo nic innego nie przyszło mi do głowy. Wybrałem szczęście, wolność, radość i bycie nowym człowiekiem z nowymi jasnymi energiami i celami ....

Pojawiła się bardzo ładna melodia, którą wcześniej znałem i którą chciałem zaśpiewać z innymi. Gdy otworzyłem usta, przyszła informacja, tak jakby ktoś do mnie coś powiedział: czy chcę dołączyć się do nurtu i śpiewać razem ze wszystkimi innymi, czy chcę zaśpiewać swoją własną pieśń płynącą ze mnie? 

Do tej pory gdy to wspominam pojawiają się łzy w moich oczach.... to jak potrząśnięcie mnie i obudzenie.

To było jak taki wstrząs, jak pobudzenie się. Wybrałem własną pieśń. Poczułem, że to jest czas, gdy powinienem zaśpiewać własną pieśń, która płynie ze mną. Pieśń się zaczęła. Nie wiem o czym śpiewałem, były to dość niezrozumiałe słowa, ale wychodziły z wnętrza. 

Zrozumiałem, że aby wszechświat mnie usłyszał, muszę zaśpiewać własną pieśń własnymi słowami, cokolwiek to by było i jakkolwiek to by wyglądało. To ma wychodzić ze mnie, wtedy wszechświat mnie usłyszy i zobaczy. 

Wyrwę się z standardów, z zamkniętego kręgu. Zrozumiałem również to, że jest okej śpiewać z innymi, że dobrze jest dzielić wspólną radość, wspólnym cel i wspólne zadowolenie. Ale ważne jest pamiętać o sobie. Pamiętać, że jako świadoma istota dołączam się do tego nie zostanę wciągnięty w wir jakich działań ale wybieram ten wir bo teraz jest dobrze. Teraz jest dobrze śpiewać własną pieśń razem z innymi.

Faktycznie, mogę teraz powiedzieć, że moja intencja, aby połączyć się i zrozumieć te boskie siły, została spełniona a intencja szamana by nastawić się na duchy przyrody - cóż odwiedziły mnie setki. Zrozumiałem, że wszystkie te siły są jednym, i że to właśnie ta jedność daje mi teraz ogromną siłę. Dziękując za to niezwykłe doświadczenie, poczułem, że teraz mogę iść naprzód jako człowiek, który jest pełen jasnych i boskich energii, gotów na nowe wyzwania wspierany i kochany przez Nature - mamę Aya. To był koniec ceremonii, a ja czułem się zupełnie inaczej niż wcześniej.


(nextPage)

Dzień Trzeci


Z punktu ciszy i harmonii, proszę o integrację i wskazanie dalszej drogi do głębszego poznania siebie i aktywnego działania. Pierwsza dawka była dobra i zaczęło się dosyć intensywnie. Jednak największym przeżyciem był moment, w którym moja afirmacja życiowa, którą noszę w sobie od wielu lat, została zrewidowana pod wpływem medycyny.

Ta afirmacja brzmiała: “Moje życie jest łatwe, proste i przyjemne.” Była ona ze mną przez ponad 40 lat i sprawiała, że moje życie rzeczywiście było takie. W trakcie ceremonii zdałem sobie sprawę, że ta afirmacja, choć korzystna, odgradzała mnie od wielu innych możliwości i ograniczała pewne aspekty mojego życia. Była rodzajem mechanizmu, który działał twórczo, ale jednocześnie hamował pewne jego aspekty.

Pod wpływem medycyny doświadczyłem rozkładania tej afirmacji na czynniki pierwsze. To było zarówno smutne, jak i fascynujące. Medycyna działała na mnie bardzo intensywnie. Mój umysł rozmazywał się, a ja traciłem poczucie kontroli nad nim. Były to momenty, które były trudne do opisania, jakbym tkwił w mgle, w innych wymiarach, być może w pewnym rodzaju transie.

W pewnym punkcie ceremonii wybuchłem frustracją i oznajmiłem, że nie zamierzam wracać na kolejne ceremonie. Było to działanie z chwili emocji, wynikające z niezrozumienia procesu. Mama Ayahuasca, która przemawiała do mnie wewnętrznym głosem, wydawała się ze mnie śmiać i zachęcała mnie do dalszego pisania tego że juz wiecej nie chce przyjść. .

Napisałem na kartce słowa “Nigdy więcej” w kontekście ceremonii. To nie było łatwe zadanie, jako że walka z długopisem była wyjątkowo trudna :) W wyniku tej walki poczułem, że chcę zakończyć proces ceremonii. Jednakże po chwili rozważenia i wsparciu ze strony medycyny zrozumiałem, że jestem dopiero w połowie procesu i muszę kontynuować. 

Po tym przełomowym momencie zacząłem odczuwać, jakbym był jakimś magnesem, przyciągającym różne fragmenty siebie z różnych momentów w przeszłości. Zintegrowałem aspekty swojego życia, które wcześniej były dla mnie trudne do zaakceptowania. Medycyna pomogła mi zrozumieć, że moje życie jest bardziej skomplikowane niż tylko łatwe, proste i przyjemne. Dzięki temu zrozumiałem, że muszę zacząć działać, aby osiągnąć swoje cele i spełnić swoje marzenia. 

"Stopniowo odczułem ulgę i poczucie jedności z sobą. Wiedziałem, że proces ten nie zakończył się wtedy i będzie trwał dalej. Jednak poczułem się mocniejszy i bardziej zbalansowany niż wcześniej. To było przekształcające przeżycie.

Podczas ceremonii śpiewano również piosenki, które wywołały we mnie wewnętrzną motywację do tańca i obecności w samym sobie. Zaczęły napływać obrazy moich przodków, zapomnianych braci i sióstr, zapomnianych ojców i matek. Widziałem setki tysięcy twarzy, całą moją genetyczną linię przed oczami.

W trakcie tych doznań towarzyszyła mi miłość i wsparcie ze strony moich przodków. Byłem akceptowany takim, jakim jestem, bez potrzeby ukrywania czy maskowania. To było wyjątkowe uczucie, ponieważ zniknęły wszelkie zasłony i pozostała tylko czysta miłość i akceptacja.

Było to ogromnie wyzwalające i otwierające doświadczenie. Cała reszta ceremonii służyła kontynuacji procesu integracji, który zacząłem tego wieczoru.

Tak jak wspomniałem, nic nie ukrywałem przed nimi, bo przecież nie widzieli i nadal mnie kochali. Usłyszałem od nich coś w rodzaju: ‘Nigdy nie jesteś sam, jesteśmy z tobą’. To było coś, co głęboko mnie poruszyło i wiem, że długo byłem z tą myślą sam ze sobą. Powoli działanie ayahuaski słabło. Miałem takie uczucie, że mnie zostawia. Widziałem obraz Matki Ziemi, która mnie kocha i ja też ją kocham. Zawsze będzie ze mną. To było bardzo poruszające. W moim sercu była ogromna wdzięczność i od niej płynęła ogromna miłość. Dziękowałem jej na kolanach."

Czułem, że teraz muszę wybrać swój własny cel. Nie cel, który mi przyświecał, nie cel, który określali wcześniej moi przodkowie, który skądś tam wypływał, ale swój własny cel. Przyszła mi do głowy taka myśl, zupełnie niezwiązana, nie wiem skąd się pojawiła: ‘Szykuj się do wojny, gdy są pełne spichlerze’. Nie wiem, może kiedyś to się wyjaśni.

Podczas trzeciej pieśni miałem poczucie, że nie widzę żadnego celu. Właściwie nie wiedziałem, dokąd iść. Miałem taką myśl, że może powinienem było więcej wypić ziół. Gdy zacznie się trzecia część na pewno wypiję. Siedziałem przez pewien czas tak jak powiedziałem, bez celu, trochę wyłączony z ceremonii. Zastanawiałem się o co chodzi.

Na około osoby śpiewały, tańczyły i obserwowały. W pewnym czasie zdecydowałem się na działanie - zacząłem śpiewać: ‘Wybieram być szczęśliwym’, ‘Wybieram być radosnym’, ‘Wybieram rodzinę’, ‘Wybieram samego siebie’, ‘Wybieram być’. I to był mój wybór.

Nie wynikał on z tego, że wypiłem więcej ziół lub mniej. Czułem bowiem, że ich działanie się zakończyło. Cieszyłem się teraz tym, że właśnie ich nie czułem. Ta decyzja nie wynikała z tego, że napiłem się i jest mi lepiej i nagle wybieram jakieś szczęście czy inną drogę. Ale właśnie świadomie wybierałem być sobą, wybierałem szczęście, wybierałem zadowolenie - to było magiczne słowo.

Ceremonia zakończyła się o 4:00 w nocy. Był to intensywny czas dla mnie. To, co napisałem i mówię, to tylko ta część, którą udało mi się zapisać i zapamiętać. Reszta rozgrywała się we mnie i do tej pory rozgrywa się we mnie.

Zauważyłem, że w wielu sytuacjach, miesiąc, dwa, pół roku później, nadal wybieram być szczęśliwym, wybieram siebie, wybieram najlepsze działanie, jakie rozumiem, że jest najlepsze.

Jest to proces, który trwa, a doświadczenie tego podczas ceremonii świadomego wyboru, świadomego decydowania o sobie, było mocne i wzmacnia mnie do dziś."


(nextPage)


Następnego dnia zdecydowałem się uczestniczyć w ceremonii Kambo - rytuale uzdrawiania wykorzystującym naturalną medycynę pochodzącą z Ameryki Południowej. Ta ceremonia jest całkowicie odmienna. Czułem się nieco niedobrze, ponieważ przed zażyciem kambo konieczne jest spożycie znacznej ilości wody - około dwóch litrów - celem oczyszczenia organizmu poprzez wymioty. Spożywanie takiej ilości płynów na pusty żołądek nie było dla mnie komfortowe.

Nie spotkało mnie nic takiego, co obserwowałem u moich kolegów i koleżanek, którzy również doświadczyli tej ceremonii. Nie wymiotowałem ani razu, a w pewnym momencie pod koniec ceremonii skierowałem się do toalety - być może było to moje oczyszczenie. Należy jednak zaznaczyć, że nie siedziałem bezczynnie - odczuwałem nudności, byłam rozgrzany oraz spocony i czułem się jakby przeszedł przez prasę. Potrzebowalem wsparcia, masażu podczaqs którego uwolnilo się ogrom energi ze mnie jako krzyk.

Poczułem się jak wąż -  długo pozostaję ze swoimi emocjami i myślami we własnym wnętrzu. Zauważyłem, że jest to coś, co faktycznie dzieje się ze mną - gdy pojawią się silne emocje lub sytuacje, nie okazuję ich publicznie; raczej biorę je na siebie i integruję przez jakiś czas przed powrotem do równowagi. Czasem ten proces zajmuje mi wiele czasu, a wtedy bywam mniej komunikatywny. W każdym przypadku uważam to za właściwe zachowanie podczas ceremonii.

Po tej ceremonii pojawiła się we mnie taka myśl.
Przez miliony lat, Matka Ziemia starała się poprzez różne kombinacje i krzyżówki stworzyć ludzkie ciało. Stworzyć skórę, krew, oczy, cały biologiczny system, temperaturę, w jakiej możemy żyć.
Tutaj są najbardziej optymalne warunki. Więc jakże mogłaby cię nie chronić, nie wspierać czy po prostu nie kochać?
Stworzyła nasze ciało, stworzyła nas. Na moje ciało złożył się wysiłek całej materii, roślin i zwierząt oraz tysięcy ludzi, pokoleń przede mną. To była myśl, która sama jakoś się urodziła we mnie. Dawała mi jakieś takie niezmierne poczucie miłości i wsparcia, czymkolwiek i cokolwiek robię. Oby tylko nie przeszkadzać naturze.


(nextPage)





Dzień czwarty - zupełne zaskoczenie.
Zostałem na dzień dłużej w ośrodku - miałem dzień wolny, więc nie było powodu wracać do domu. Chciałem ten dzień spędzić na integracji, ułożeniu wspomnień - byciu ze sobą. Razem ze mną została jeszcze jedna osoba. Pod wieczór otrzymaliśmy ofertę, że skoro już tu jesteśmy, dlaczego by nie zrobić czwartej ceremonii. Byłaby to naprawdę niewielka - można powiedzieć prywatna ceremonia - 2 uczestników i trzy osoby prowadzące. Powiedziałem tak, ale nie ukrywam, że było to emocjonalne tak. Po prostu miałem trochę strachu - co to będzie - co się będzie działo. - i się działo!”

Tak dla przypomnienia, to co opisuję nie jest zachętą do ceremonii - po prostu są to moje wspomnienia. Decyzja, czy wziąć udział, to bardzo indywidualna sprawa i powinna być dobrze przemyślana. (alert-warning)

Intencją, która towarzyszyła mi podczas tej ceremonii, była integracja wszystkich przeżyć, jakie miałem do tej pory. Integracja w harmonii z punktem spokoju, by być pomiędzy ziemią a niebem. Gdy zaczęła się ceremonia, zupełnie standardowo, nagle, niespodziewanie, z dwóch stron, jak trzepot skrzydeł, coś przyleciało. Nazwijmy to skrzydłami. Przyleciały skrzydła i powiedziały: „Obudź się śpiący! Obudź się śpiący! Obudź się śpiący!”. To było jak wstrząs, jak coś zupełnie z innego świata. Nie wiedziałem skąd, nie wiedziałem jak, ale to mną zatrzęsło.

Wcześniej widziałem ptaka, takiego orła jak Amerykanie mają Thunderbirds lub coś w tym stylu. To było chyba w dniu, gdy te wszystkie węże do mnie przychodziły. Ten symbol na moment stanął przed moimi oczami.

Patrzyłem wokół siebie na ogrom różnych sił. Sił zwierzęcych, sił roślinnych, które otaczały mnie. To były węże, kameleony, rośliny, drzewa - chyba wszystko, co żyje. I ponownie pojawił się symbol ptaka. Ten symbol już był wcześniej, pojawiał się wcześniej w kilku sesjach i właśnie sobie to uświadomiłem. Wcześniej on się pojawiał i znikał, jakby nie był znaczny i ważny, w tym czasie teraz powrócił z całą mocą i siłą.

To było też zabawne, bo w mojej głowie pojawił się obraz, że siedzę na fotelu, a różne siły mnie jakby myją, czyścza a nawet dbają o moje stopy i paznokcie. Pamiętam, że byłem zaskoczony i zdziwiony ponad miarę. Pytam się o co chodzi, a odpowiedziały mi, że przecież nie wypuszczają mnie brudnego - mam być czysty i ogarnięty. Bo natura o mnie dba. Nie pozostało nic innego, jak tylko zaakceptować ten obraz.

Ptak wyglądał tak jak Thunderbirds, orzeł ludowej postaci. Był całkowicie biały i wyglądał to tak, jakby miał jakiś taki kostium, a cała natura, wszystkie siły, które były wokół mnie, dekorowały tego ptaka.

To był ubiór, który nałożono na mnie. Był pięknie udekorowany, miał błyszczące lusterka, kolory indiańskie, ludowe dekoracje. Pytałem się o znaczenie tego ptaka, właściwie po co, co to takiego. To było trochę tak, jak się robi dożynki, jest to celebracja jakiegoś okresu, jakiegoś zwycięstwa, po prostu festiwal radości.

I właśnie tak się czułem, że wszystko wokół cieszy się, gdy może coś dołożyć do dekoracji do tej zbroi, do tej postaci, do ubioru, którym jestem ubierany, bo to niesamowite doświadczenie.

Pokazywało mi to, że jestem ptakiem. To była czysta celebracja mnie jako mnie samego, jako człowieka. Pytałem się, co to jest i dlaczego to robicie?

Skoro jestem ptakiem, to co dalej? Czy mam fruwać? Nie bardzo rozumiałem, o co chodzi. Potem pojawiła się przestrzeń, ogromna przestrzeń.

Zobaczyłem inne ptaki. Te ptaki były większe ode mnie, dwa, trzy razy większe ode mnie. Patrzyły na mnie, a ja patrzyłem na nie. To było takie uczucie, jakbym zobaczył swoją rodzinę, jakbym odkrył miejsce, do którego należę, jakbym wracał do domu.

Zrozumiałem, że pochodzę od nich, że pochodzę od tych ptaków. Jestem podróżnikiem, a moje pochodzenie to ptaki. Do rozmowy używają dźwięków o niewyobrażalnej gamie wibracji częstotliwości. Ludzki język nie jest w stanie najmniejszym stopniu odtworzyć tych dźwięków.

To tak, jakbyśmy słuchali ptaków w jakimś ogromnym lesie i każdy mówił w swoim języku. Nie rozumiemy tych języków, bo tysiące ptaków nas ogarnia z każdej strony.

A te ptaki, które ja spotkałem, ich język był o wiele, wiele bardziej rozwinięty. Oczywiście próbowałem go naśladować, ale to było śmieszne :)

W tym czasie obok mnie siedział jeden z prowadzących (T), śpiewając śliczne, poruszające pieśni. 

Spytałem tych ptaków, dlaczego jestem na ziemi?
Dlaczego nie jestem z nimi jako rodziną?
Właściwie o co chodzi?
Dlaczego nie jestem z rodziną!?
To nie jest okej!

Powiedzieli mi, że zbieram doświadczenia.
Że jestem tu po to, by uczyć się miłości, o człowieku, o tym jak się rodzi, jak dojrzewa, żyje, cieszy się, cierpi, umiera… Bo ptaki nie mogą doświadczać niektórych rzeczy tak jak człowiek i chcą, żebym poznawał człowieka, żeby doświadczał wszystkich i wszelkich emocji, jakie są możliwe.
Po to, by pewnego dnia wrócić do nich i im to powiedzieć, tak jakby zdać raport o tym, jak powstaje człowiek, jakie ma emocje, jak kocha, jak nienawidzi, jak się boi, jak się cieszy.
A najbardziej tym, co czyni człowieka tym, kim jest, co czyni go człowiekiem, tym byli najbardziej zainteresowani. Tą wiedzą chcieli posiąść - zrozumieć - przyswoić, poczuć, bo po prostu są innym gatunkiem i u nich te rzeczy wyglądają inaczej.

Chyba nie muszę dodawać, że zrobiłem wielkie oczy, a moje emocje wylatywały poza skalę, by znów za chwilę się uspokoić.

W pewnym momencie poczułem się tak, jakbym leżał na brzuchu. To było ciekawe - taka pozycja. Tym bardziej, że za chwilę zaczęły napływać obrazy i informacje. Poczułem się jak kijanka, jak żaba, jak jakieś wodne stworzenia od pierwszych najprostszych komórek. Poczułem, że wszystko mieszka we mnie.

Poczułem się jakbym był w cyklu ewolucji, od samego początku do obecnego momentu przechodziłem przez różne etapy. Zobaczyłem delfiny, zobaczyłem jak się rodzą. Poczułem się jak delfin, który urodził się jako pierwszy. Jest mały i delfin jest ssakiem.

To było ciekawe przeżycie, doświadczać bycia delfinem, doświadczać bycia urodzonym przez inne stworzenia.

Obok mnie siedział mój kolega T i śpiewał piękne piosenki o przyjaźni, ludziach i miłości. Poczułem, że jest moim ojcem, który mnie uczy ludzkich uczuć, pokazuje mi przyjaźń, uczył mnie jako inną istotę. A może ja w tym czasie czułem - byłem tą inną istotą - ptakiem, nie człowiekiem? A on uczył mnie ludzkich uczuć.

Uczył mnie opieki, miłości. Uczył mnie, co to znaczy być w rodzinie, co to znaczy przyjaźń. Pokazywał mi, jak to jest śpiewać razem z innymi.

Te doświadczenia to byl odjazd dla mnie ! Kompletnie przwracało to moimu uczuciami i moim pojmowaniem. Właściwie to nie wiem czy pisac dalej bo może czytający te wspnienia pomyśleć, żze zamiast Aya potrzebne mi sa jakieś tabletki na wyłaczenie halucynacji. Ok, niech tak mysli :)

Podróż trwała w najlepsze:
Następna scena, byłem jakby w galaktycznej Federacji ptaków i śpiewałem o ludziach. Śpiewałem o tym, co robią, śpiewałem o miłości, o ich uczuciach. To było bardzo podniosłe uczucie.

Również śpiewałem o moim koledze T. , o tym, jak ludzki jest, o tym, by uhonorowano go czymś bardzo zaszczytnym w społeczności ptaków, bo uczył innych ludzi i mnie jak być człowiekiem, pokazywał emocje, pokazywał troskę i wszystko to, co stanowi o byciu człowiekiem. Miałem poczucie, że wstawiam się za nim, by dostąpił tego zaszczytu, bycia uhonorowanym.

To było niesamowite odczuć jaki to zaszczyt jest doświadczać tego, że jest się człowiekiem

Było to dość ciekawe, bo w pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że to, co mam na sobie, ten mój ubiór ptaka, to co cała natura stworzyła, to jest jakby kostium.

Ale ja to ja. Ja noszę ten kostium, pomyślałem sobie, że może te ptaki, ta moja rodzina, to też są jakieś osoby istoty, które noszą te kostiumy. To była intrygująca myśl.

Pomyślałem, kim są bez tych ubiorów?
Kim są tak naprawdę, jeżeli zabrać te prześliczne pasie ubiory?
Poprosiłem, by pokazali się.

Powoli ubiory ptasie zaczęły znikać.
Sytuacja stawała się coraz bardziej ciekawa, w miarę jak znikał zewnętrzny ubiór. Zobaczyłem, że oni są świetlistymi, czystymi bytami, i takim samym bytem jestem ja.
To było światło, ale z takim błękitnym odcieniem, takim elektrycznym odcieniem. Nie było to czyste białe świateło, ale takie mieniące się jak masa perłowa?

Zrozumiałem też, dlaczego mój ubiór jako ptaka był udekorowany w wiele różnych lusterek odbijających światło. Było to spowodowane tym, że ludzie gdy tworzą obraz Thunderbida , czy natura tworzący ten ubiór, chciela po prostu pokazać, że istota jest świetlista, że odbija światło, że jest światłem, jest błyszcząca, jest taka, jaka jest, tak jak właśnie odczułem.

Tak jak odczułem, że jestem tym czystym światłem. I te lusterka, właśnie powieszone, to były symbole tego, kim jest ta istota, że odbija światło, czy jest światłem promieniującym. Po prostu na ziemi zwykłym ludzkimi zmysłami tego ani opowiedzieć nie da, ani patrzeć na to. Te światłao przekracza możliwości wzroku ludzkiego.

Czy musze dodawac, ze o mało się wtedy nie rozpadłem na części a chusteczek do wycierania oczu pewnie zabrakło.


(nextPage)


Kolejny etap podróży.

Czułem, że jestem na ziemi, że na niej stoję. Czułem, że moje ciało jest tworzone przez całą naturę, jest przez nią wspierane. Ciało, w którym mieszka moje Światło, czyli mieszkam ja. To było niesamowite uczucie mieć to połączenie między ciałem a tym, kim ja jestem, między naturą, która stworzyła mnie z takim pietyzmem, z taką radością, z taką uważnością, ze wszystkimi darami, które obdarowuje ludzkie ciało i możliwościami. Teraz to ciało staje się naczyniem doskonałym, naczyniem, w którym mieszka światło. Ja mieszkam.

Te doświadczenie zdecydowanie przyprawiało mnie łzy i właściwie trudno wyrazić, jakie uczucia zrozumienia i wdzięczności temu towarzyszyły. Chciałbym to opisać, ale nie wiem, czy jestem w stanie tak prosto ludzkim językiem przekazać to, co wtedy doświadczałem.

Zaczął się taniec. Tańczyłem taniec bycia człowiekiem. To było naprawdę wspaniałe uczucie, w energii, w harmonii. Miałem wrażenie, że uczę się na nowo chodzić, pozwalając, by Natura mnie uczyła. Czułem, że moje nogi jeszcze nie wiedzą, jak chodzić, że to połączenie światła i mojego ciała tu dopiero istnieje - zaczyna istnieć. Czułem każdy krok, który stawia moje ciało.

Czułem, jak ręce i dłonie zaczynają się poruszać w różne strony. Natura mnie uczyła. To było niesamowite, bo każdy ruch ciała, każdy przejaw jego działalności, napełnia mnie dużym zadowoleniem i szczęściem. Nawet taki fakt, że ktoś tam z grupy siedział i bekał, ktoś pierdział. To było niesamowite. Brzmi to, jak może głupi kawał, ale takie to było.

Zrozumiałem, że po prostu ptaki, ta rodzina ptaków, z której jakby pochodzę, (czy które miałem, można doświadczyć), ani nie pierdzi, ani nie bekją. I to było fantastyczne, że my to możemy robić, a ona nie! :)  Tak tak bekami i pierdzimy mistycznie i ponadczasowo - :)

Podczas ceremonii mieliśmy w pomieszczeniu bardzo przyjaznego psa, który właśnie podszedł do mnie i położył się prawie na mnie. Miałem odczucie, że właśnie jego duch lub jego umiejętności po prostu wspierały moje przeżycia, wspierały głębokie doświadczanie siebie, doświadczenie ciała.

Miałem takie uczucie, że ja i ten pies powinniśmy troszczyć się o siebie, i to był właśnie ten moment, gdzie się wspieraliśmy. Nadal zanurzyłem się w energię i w emocje.

Znów wrócił obraz i uczucie, że jestem ojcem.
Potrzebuję jego uwagi, więc prosiłem medycynę, aby pokazała mi więcej.
Dlaczego ten obraz, jako ojca, powracał podczas tej sesji?
Wtedy zobaczyłem samego siebie, swoją żonę i dzieci. Jako mężczyzna, jako ojciec, zdawałem sobie sprawę, że nie poświęcam im wystarczającej uwagi. Wydawało się, że jestem obecny, ale jednocześnie nie ma. Patrzyłem na moją rodzinę, troszczyłem się, ale nie byłem obecny. Miałem jakieś sprawy na głowie.

Zrozumiałem, że swoim dzieciom nie śpiewałem wystarczająco kołysanek. Nie troszczyłem się o to, jakie wpływ mają na nich moje emocje i relacje międzyludzkie. Było mi smutne z tego powodu, ale dziękowałem za to uczucie.

Zrozumiałem, że jestem tutaj po to, by być człowiekiem, troszczyć się, być światłem jednocześnie. Pamiętać, skąd przyszedłem i po co tu jestem. Ten poziom bycia i troszczenia się, doświadczania wszelkich emocji, szczególnie tych pięknych, które czynią nas ludźmi, jest jakby najważniejszym celem moim i wielu innych cennych ludzi.

Zrozumiałem, że to, o czym żona wielokrotnie mówiła, że jestem zajęty czymś innym, ale nie siedzę z nią, to prawda. Wiedziałem, że muszę to naprawić. Musiałem zadzwonić również do syna, pogłaskać go po głowie i przeprosić za brak okazywania czułości.

To było bardzo ciekawe doświadczenie.
Myślę, że gdybym czytał o tym w książce albo ktoś mi opowiadał o tym, jakie są te uczucia, to moja świadomość, mój umysł wypowiedziałby coś w rodzaju: "A co ty gadasz? Ja wiem lepiej, przecież robię to, co robię, i to, co robię, jest dobre."
Medycyna natomiast pokazała mi moje uczucia. Nie mogłem i nie chciałem ich odrzucić. Wręcz przeciwnie, z przyjemnością je akceptowałem. Dawały mi jasność w tym, co robię, w moich błędach i w tym, jak można je naprawić.

Cała dzisiejsza ceremonia pokazywała mi krok po kroku fragmenty mojego życia, od obrazu ojca po kolejne elementy. Poprosiłem o to, aby cały obraz tej sytuacji został mi odsłonięty.
To niesamowite doświadczenie, którego głową bym sam nawet nie zaplanował.

Następnie leżałem na plecach na ziemi i patrzyłem na gwiazdy. Czułem, że moja rodzina jest gdzieś daleko, ale mam ich miłość. Gwiezdna rodzina darzy mnie miłością, a ziemia mnie nosi i utrzymuje. Miłość płynie zarówno z gwiazd, jak i ziemi, a ja jestem pomiędzy tymi potokami. Nie wiem, co więcej mogę powiedzieć, poza tym, że to przekracza jakieś inne doznania, to jest poza.

Prosiłem również o uzdrowienie energii seksualnej i poczułem, że moje biodra zaczynają się poruszać. Zobaczyłem energię płynącą do bioder i różne wzory. Na poziomie genitaliów pojawił się jakiś symbol nieskończoności, symbol nieskończonej przestrzeni.

Cieszyłem się życiem, z każdym jego przejawem, niezależnie od tego, czy były to mądre, głupie, czy durne chwile, śmiech czy cokolwiek innego. Życie jest niesamowitym darem, pełnym błędów i radości. Odczułem, że zapomniałem się śmiać i cieszyć.
 
By być człowiekiem, trzeba Być nim, pisane dużą literą.
Tańczyłem taniec radości, taniec bycia człowiekiem, będąc światłem na ziemi, w połączeniu Ojca i Mamy Ziemi oraz akceptacją wszystkich zachowań.
Kierunek to bycie człowiekiem.

Odczułem również połączenie z przodkami, któryczh wczasniej widziałem a teraz oni wszyscy weszli we mnie, zintegrowali się i jestem teraz jednym z nimi.

Czułem, że tańczę w jakiejś wysokiej trawie, która mnie dotyka i przemawia do mnie. Czułem, że wypełniają mnie te wszystkie energie, bycia kameleonem, bycia chronionym przez nosorożca, mrówki, które oczyszczają moje ciało, żaba Kambo, która również oczyszcza mnie od wewnątrz. To połączenie było niesamowite. Chciałbym, żeby tak było na co dzień.

Czylem się dumnym, że jestem człowiekiem, że mogę tu być na ziemi. Wczięczny za opiekę mamy siemi, ze jej dary, za zycie, za możliwość doswiadczania go w jego wszelkich przejawach. Poczylem sie w przestrznia kosmicznej - widzac inne planety i istoty. Pytali sie skad jestem a ja z dumą odpwiadalem ze z Ziemi i pokazywalem na znak na moim lewym ramieniu. Na ukąszenie węża , które mi zrobił na wcześniejszej ceremoni a , którego wtedy zupełnie nie rozumiałem.

Ja jestem, Jestem światłem, które wychowała Mama Ziemia z miłościa i troską. Ja jestem Człowiekiem, który dziekując za otrzymande dary od Gwiazd I Ziemi troczy się onie i stojąc na ziemi dotyka Gwiazd i jest  sobą - jest człowiekiem.

Czułem, że tańczę w jakiejś wysokiej trawie, która mnie dotyka i przemawia do mnie. Czułem, że wypełniają mnie te wszystkie energie, bycia kameleonem, bycia chronionym przez nosorożca, mrówki, które oczyszczają moje ciało, żabą Kambo, która również oczyszcza mnie od wewnątrz. To połączenie było niesamowite. Chciałbym, żeby tak było na co dzień.

Czułem się dumny, że jestem człowiekiem, że mogę tu być na ziemi. Wdzięczny za opiekę Mamy Ziemi, za jej dary, za życie, za możliwość doświadczania go we wszystkich jego przejawach.

Poczułem się w przestrzeni kosmicznej - widząc inne planety i istoty. Pytali się, skąd jestem, a ja z dumą odpowiadałem, że z Ziemi i pokazywałem na znak na moim lewym ramieniu - ukąszenie węża, które mi zrobił na wcześniejszej ceremonii, a którego wtedy zupełnie nie rozumiałem.

Ja jestem, Jstem światłem, które wychowała Mama Ziemia z miłością i troską.
Ja jestem Człowiekiem, który, dziękując za otrzymane dary od Gwiazd i Ziemi, troszczy się o nie, a stojąc na Ziemi, dotyka Gwiazd i jest sobą - Jest człowiekiem.
 
Na koniec śpiewaliśmy piosenkę "Wake Up" - Obudź sie Guru!.

Obudź się!
Obudź się! 
Obudź się! 

Nie śpij - Obudź się! 
To było inspirujące zakończenie tej sesji.

Na początku sesji pojawiły się słowa: "Obudź się, śpiący".
Myślę, że w trakcie tej sesji budziłem się z moimi odczuciami i zrozumieniem, kim jestem i jaki jest mój cel.
Zrozumiałem, że ta opowieść - moje wspomnienia mogą brzmieć jak coś bardzo zawiłego, wręcz niemożliwego... i właśnie dlatego zapisuję ją, aby ją pamiętać. Bo nie wszystkie dni są piękne i urocze, z motylkami i wróżkami. 
Bywają burze i sztormy.
Wtedy, czytając te opowieści, zastanawiam się, jaki "szaleniec" je napisał. I choć nie zawsze bywa łatwo, to wybieram być sobą. Wybieram być Szczęśliwym, Wybieram Bycie Człowiekiem.

A ty co wybierasz?


Razem















Prześlij komentarz

0Komentarze

Prześlij komentarz (0)

#buttons=(Ok, Go it!) #days=(20)

Tak my też uzywamy ciastecka a nawet je jemy :) Sprawdź
Ok, Go it!